Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 943144

 

 

 

POLIS-luty-2010-mini

Reagan należał do tych polityków (i zarazem teoretyków antykomunizmu), którzy odrzucali koncepcję „układania się” z czerwonymi, „zagłaskiwania” ich czy też „ograniczania”. Komuniści zaś, wiedząc po latach szamotaniny, że z USA pod rządami Reagana nie da się wygrać, zastosowali taktykę, do jakiej ucieka się owad, który wyczuwa, że grozi mu śmierć – nieruchomieje i udaje martwego.

Free Your Mind

Schodzę w dół ku wielkiemu gmachowi Centrum Duchowości, spoglądając na klomby i wiodące w bok ścieżki, i docieram powoli do wejścia. Otwieram wielkie drzwi, uśmiecham się do siostry, którą widać zza okienka po lewej stronie, po czym słyszę szczęk otwieranego elektrycznie zamka na kod i wchodzę do środka.

Bronisław Bartusiak

Peerelacy nie podzielają naszego przywiązania do literatury, bo uważają, że polska literatura jest gorsza; jeśli już poświęcają czas na czytanie, to nigdy na historyczne arcydzieła literatury polskiej. Bliska im jest literatura cywilizacyjnie uboższa: a to poezja z wysp Fidżi, a to literatura iberoamerykańska, a to współczesna literatura wykolejona.

Rolex

Wobec rychłej perspektywy zwycięstwa Armii Czerwonej, Moczar nawoływał do zadania rodzimej reakcji ciosu ostatecznego, a Korczyńskiemu życzył: wyłap wszystkich s…faszystów. W obliczu rozpoczęcia przez Sowietów ofensywy, 17 stycznia 1945 roku wydał rozkaz nr 5, w którym nakazywał swoim oddziałom nawiązanie ścisłej łączności z dowództwem Armii Czerwonej, a zbrodniarzy i sprawców walki bratobójczej aresztować, a stawiających zbrojny opór strzelać

Godziemba

W teczce personalnej „Neptuna” zachowały się materialne dowody jego współpracy, czyli siedem własnoręcznie napisanych donosów. Powstały w krótkim czasie - od kwietnia do czerwca 1976 roku.

Tomasz Szymborski

okolona murem

wypełniona drzewami

oaza spokoju

Roman Misiewicz

dlaczego mi to robisz wołałem do Boga –

Bóg milczał jak telefon leżący na półce

a Biblia otwierała się na dziwnych słowach

Szymon Babuchowski

SG1Balwierz

Arek Balwierz

 

SG2ArekBalwierz

Arek Balwierz

 

SG3ArekBalwierz

Arek Balwierz

 

 

Dzielnica Artystów

Piotr Pigoń Benefis Jana Pietrzaka

Szymon Babuchowski Tren

Roman Misiewicz widok z okien miasta pana cogito

Łukasz Ważyński Jestem

Rafał Pastuszak ***

Szymon Babuchowski Litania

Roman Misiewicz Listy do Tytusa (III)

Szymon Babuchowski Ogień

Jacek Piwowarski Grafiki

Hrabia Pim de Pim Pocztówka do Miasta Pana Cogito

Andrzej Dąbrówka Wielki Tydzień

 

 

 

Dzielnica Dokumentalistów i Świadków

Godziemba Najlepszy przyjaciel Jaruzelskiego

Tomasz Szymborski Historia, bezpieka i medycyna

Proces wolbromski (cz. III) Dzielnica Dokumentalistów i Świadków

 

 

 

Dzielnica Krytyków

Andrzej Leja Rehabilitacja po śmierci…

Bronisław Bartusiak ...rozważania o literaturze, dobrym ustroju i czytaniu z dystansem

Free Your Mind Polska kronika komunizmu

 

 

 

Dzielnica Pastwisk Niebieskich

Bronisław Bartusiak Sporty (ćwiczenia) ekstremalne, czyli rekolekcje w milczeniu

 

 

 

Dzielnica Publicystów

Free Your Mind Aktualność antykomunizmu Reagana

Rolex Psychologia dwóch narodów

unukalhai Fałszywe imię róży (2)

Rolex Georolexiada

castillon Wspomnienia z firmy

unukalhai Komentarz do filmu M. Gawlikowskiego

unukalhai Całun

 

 

 

 

 
Słowo Tyrana
Free Your Mind   

Tak się złożyło, że lutowo-marcowa odsłona Miasta pojawia się w okolicach Wielkiejnocy, co właściwie zwalnia mnie z obowiązku opowiadania o zawartości POLIS MPC i przedstawiania zacnych Autorów (jest wśród nich - obok weteranów - także paru debiutantów), a pozwala zająć perspektywę nieco ogólniejszą, wszak to kolejna Wielkanoc u nas :) Jednocześnie wszyscy mamy świadomość, iż akurat w tym roku wypada nie tylko 5 rocznica odejścia Jana Pawła II do Domu Pana, ale i beatyfikacja papieża-Polaka oraz ks. Jerzego, dwóch mocarzy ducha, bez których (tak jak i bez Prymasa Tysiąclecia) trudno sobie wyobrazić kształt Polski i (nie tylko polskiego) Kościoła po II wojnie. Ich mocy duchowych potrzeba nam, jak się wydaje, szczególnie teraz, kiedy przeżywamy jakiś wielki powrót do przeszłości polegający na szeroko zakrojonych procesach rekomunizacji ponoć „wyzwolonego z komunizmu” kraju. Oczywiście na czas ogólnomedialnych wspomnień o „naszym papieżu” polskie środki masowego przekazu - wiedząc, że właśnie na Święta Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa Polacy gremialnie odwiedzają kościoły i przystępują do Komunii manifestując w ten sposób swoją wiarę i przywiązanie do Zbawiciela – zamieniają się w niby katolickie, choć jeszcze niedawno w nich to przecież toczyła się „poważna debata z udziałem ekspertów” na temat obecności (a raczej zbyteczności) krzyży w miejscach publicznych czy też na temat „kontrowersyjnych wystaw antyaborcyjnych”. W okresie okołoświątecznym bowiem, by zapewnić sobie „oglądalność, słuchalność i czytalność”, ludzie tych mediów - ludzie, co potrafią z pasją nagłaśniać antykatolickie akcje czy dzieła (jak choćby wyjątkowo odległy od chrześcijaństwa tygodnik „Newsweek” na swoich okładkach) i dumać potem, na ile te akcje i dzieła „można uznać za obrazoburcze czy bluźniercze” - zaciskają nagle zęby i w postmodernistycznej zaprawie mieszają „święte obrazki”, „życzenia wielkanocne”, „baranki”, „jajka” i „ogólne rozważania” rozmaitych myślicieli (zwykle też dorzucając głosy jakichś duchownych) nad kondycją świata. Tylko i wyłącznie po to, by z komercyjnych względów przyciągnąć mniej zorientowanego czytelnika, który te propagandowe i dezinformacyjne zabiegi potraktuje serio – no i sprzedać jak najlepiej świąteczny nakład. Ci ludzie pokazują w ten sposób, że potrafią zarabiać i na antychrystianizmie, i na udawaniu pobożności – publikowane treści zaś zmieniają oni w zależności od kontekstu i „targetu”.

 

Ta koniunkturalność mediów w naszym kraju nie jest niczym wyjątkowym – przeciwnie, stanowi odzwierciedlenie hipokryzji polskiego establishmentu, który instrumentalnie potraktował i Kościół, i katolików, i religijno-patriotyczny zapał Polaków (pałowanych za komuny po nabożeństwach w intencji Ojczyzny), składając „u początku dziejów”, czyli po „obaleniu komunizmu” obietnicę budowy „nowego państwa” i z marszu przystępując do walki z „państwem wyznaniowym”. Kościół bowiem potrzebny był do „negocjacji” z czerwonymi, do „poświęcania” nowo stawianych (czy nowymi ludźmi zapełnianych) budowli, ale już niekoniecznie do ustalania porządku wartości „nowego państwa” - tym ostatnim bowiem zajęli się wujkowie, co pracując nad „Konstytucją” (nawiasem mówiąc z... 2 kwietnia 1997 r.), w pocie czoła, w wielkim intelektualnym skupieniu, jakby już nie Marksa, Engelsa i Lenina, ale samego potężnego Hegla przywoływali - wypracowywali dialektyczną formułę, zgodnie z którą systemu wartości porządkującego kwestie społeczne i polityczne w naszym kraju dostarczają zarówno wierzący w Boga, jak i „nie podzielający tej wiary”. W rezultacie, ponieważ tymi „nie podzielającymi tej wiary” jakoś wybitnie nas Pan Bóg po II wojnie i „po obaleniu komunizmu” obdarował, to owi „nie podzielający tej wiary” jakoś mają wiążący i ostateczny głos w polskich sprawach narodowych (także w sprawach wiary!), by przypadkiem czarna, katolicka sotnia nie zaczęła tychże spraw brać w swoje ręce.

 

Co więcej, można odnieść wrażenie, iż to dążenie do trwałego wyparcia katolików i katolicyzmu z polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej, przybiera na sile z roku na rok, a temu procesowi sprzyja antyreligijna (a zwłaszcza antykatolicka) atmosfera na Zachodzie. Czy nas przełamią?

 

To pytanie, którego nie powinniśmy sobie zadawać wyłącznie od święta. Wiedząc, że na pochyłe drzewo to i koza wlezie, moglibyśmy dokonać szerszego obrachunku dotyczącego tego, na ile my sami, jako pewna zbiorowość świadoma dziedzictwa, którego strzeże, jak i obowiązków, które jej powierzono („musicie od siebie wymagać!”, mawiał Jan Paweł II), nie wycofuje się jakoś z tej walki o system wartości, nie ustępuje pola wrogowi, zajęta codzienną, ogłupiającą krzątaniną. Problemem bowiem nie jest to, że hipokryci w mediach czy na szczytach władzy udają pobożność, chcąc realizować rozmaite doraźne cele i osiągać przeróżne korzyści, także osobiste – lecz to, czy nasza pobożność nie jest udawana i podszyta jakimś (takim coraz mniej) tłumionym strachem przed tym wszystkim, co niesie współczesny świat między innymi poprzez media wieszczące nam, niemalże jak jakieś nowe trąby jerychońskie, raz po raz koniec katolicyzmu, czy koniec religijnego systemu wartości w ogóle – no bo jak wiemy, dla wielu środowisk oświeconych „Bóg umarł”.

 

Bóg faktycznie umarł, ale i powstał z martwych, co stanowi sedno naszej wiary i zarazem źródło naszej duchowej siły. Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci. Historia ukrzyżowania nie jest wydarzeniem z odległej przeszłości, jest, obrazowo rzecz ujmując, powtarzana po dziś dzień, kiedy to rozmaici szydercy i złoczyńcy stawiają Boga przed swoim trybunałem, „wykazują” Jego winę, a następnie skazują na śmierć, ponieważ naprawdę pragną oni, by Bóg znikł z dziejów człowieka.

 

Zmartwychwstanie Jezusa, a następnie wylanie Ducha, sprawiło, że Apostołowie, zrazu zalęknieni i niepewni tego wszystkiego, co ich Nauczyciel im przekazywał, stali się ludźmi pełnymi mocy, odważnymi, bezkompromisowymi, oddanymi Bogu aż do końca. Przestali się lękać właśnie. Jan Paweł II po swoim wyborze na papieża, zawołał „Nie lękajcie się!”, i wołał tak wielokrotnie, choć czasami udawaliśmy, że nie słyszymy albo że nie kieruje tego do nas. Przywołując przed oczy Zmartwychwstałego oraz wielkich Polaków, powinniśmy zatem uzbroić się w odwagę, tak bardzo nam wszystkim potrzebną do walki o nasze narodowe sprawy.

 

Sursum corda! Alleluja!

 

image001

 
«PoczątekPoprzednia12345678910NastępnaOstatnie»

Strona 3 z 15