|
Dzielnica Katyńska
|
Free Your Mind
|
W najczarniejszych snach nikt z nas w Mieście Pana Cogito nie mógł przewidywać, iż niedługo po wspomnieniu śp. Ronalda Reagana, przyjdzie nam pochylić się ze łzami i bólem nad tragicznie i nagle zmarłym Prezydentem Lechem Kaczyńskim, poległym na służbie polskiemu państwu wraz z Małżonką i kilkudziesięcioma innymi wyjątkowymi pasażerami samolotu wiozącego delegację na uroczystości katyńskie 10 kwietnia 2010 r. Wszystko to przyszło tak nieoczekiwanie i zarazem tak nieodwracalnie, iż przez pierwsze dwa dni byliśmy dosłownie ogłuszeni grozą tego wydarzenia. Trudno zresztą powiedzieć, by udało się już wrócić do całkowitej równowagi, gdyż tragedia ta jakoś rozsadza nasze codzienne myślenie i wciąż, i wciąż zmusza do głębszego zastanowienie nad tym, co się naprawdę stało.
Ta refleksja wydaje się tym bardziej uzasadniona, im częściej unikają jej polskie media, które zdają się zgadzać na żałobę Polaków, na opłakiwanie zmarłych, lecz już nie na pytania i dyskusje dotyczące przyczyn tej katastrofy, w sytuacji, gdy samolot pilotowany był przez profesjonalistów (doświadczonych także w warunkach ekstremalnych), a maszyna była ponoć w znakomitym stanie. Jest to o tyle zastanawiające, że po pierwsze wydarzyła się tak wielka tragedia, po drugie zginęło tylu zasłużonych dla polskiego państwa ludzi, a po trzecie wydarzyło się to w bardzo niejasnych okolicznościach, które to okoliczności natychmiast spowiła mgła dezinformacji. Ginie tyle ważnych osobistości państwowych z Parą Prezydencką na czele i od razu wyklucza się czyjeś celowe działanie? To chyba tylko w Polsce jest możliwe, a raczej było możliwe, bo sami Polacy dyskutują o tym żywo na ulicach, na placach, pod kościołami, no i oczywiście w Sieci, ku zgrozie „ekspertów" od siedmiu boleści, którzy załamują nad tym wszystkim ręce.
Załamują zapewne z tego powodu, że oto odradza się polska Wspólnota - w niezwykły doprawdy sposób - to jakiś chrzest krwi, który nam wszystkim przypomina, skąd, jako Naród, pochodzimy i dokąd nas Pan Bóg kieruje. Jednocześnie przypomina nam ów chrzest, jak ważni jesteśmy w Jego oczach i jak silną wspólnotę możemy stanowić, jeśli wokół najważniejszych wartości potrafimy się zjednoczyć. Ja już mam szczerze dosyć tych dobrych rad „ludzi mediów" i najprzeróżniejszych właśnie „ekspertów", którzy nam radzą, co mamy robić, co myśleć, jak się zachowywać i jak wysławiać. Oni bowiem nie tylko lepiej od nas wiedzą, kim jesteśmy, ale też kim powinniśmy być. Oni już teraz wiedzą również, że nie jesteśmy w stanie zmienić siebie i zmienić Polski, że cały ten przełom to coś chwilowego i powierzchownego... - w tych sądach, świadczących zresztą nie tylko o małoduszności, ale i o duchowej ślepocie - ludzie ci wykazują się jednocześnie jakąś ewidentną słabością umysłu, jakąś niezdolnością do rozpoznawania ważnych dni polskiej historii, jakimś takim nieustannym wgapianiem się w telewizor, a nie obserwowaniem tego, co się dzieje wokoło nas. Nie tylko więc żałosnych polityków koalicji rządzącej (żałosnych, bo nie zdobyli się w stosunku do Rodziny Zmarłego na słowa prawdziwej skruchy i na prośbę o wybaczenie za to, jak traktowali Prezydenta i co o nim przez tyle czasu wygadywali), ale i olbrzymią większość „ludzi mediów", cała ta historia najzwyczajniej przerasta. Być może dlatego, że przez te ostatnie lata woleli ją deformować i ewentualnie komentować aniżeli współtworzyć. I teraz stoją z tym półprzytomnym wzrokiem, nierozumiejący wciąż, co się stało i sądzący, że może za niedługo wszystko „wróci do normy", czyli tej bylejakości, w jakiej żyliśmy (a raczej, w jakiej oni chcieli, byśmy żyli) do tej pory.
Pan Bóg sprawił, że ludzie, którzy upokarzali - sami zostali upokorzeni. Ludzie, którzy czuli się zwycięzcami - zostali zwyciężeni. Miejmy nadzieję, że te dni także w ich sercach dokonają przemiany, która zaowocuje jakimś odwrotem od zła, zakłamania, obłudy itp. Taką nadzieję można mieć słysząc i widząc tych zwykłych Polaków, których do żywego poruszyła ta tragedia i którzy odkrywają nagle, ileż potwornego kłamstwa było w naszym życiu społecznym od wielu lat.
Nasza wiara nakazuje nam patrzeć na śmierć męczeńską, jako wyjątkową łaskę - także dla zbiorowości, której przedstawiciele tak właśnie polegli. Przeżywamy ból rozłąki, łączymy się we współczuciu z rodzinami poległych, jednocześnie mamy świadomość, iż tak wielka ofiara prowadzi do jakiegoś duchowego przeistoczenia nas wszystkich i za tę ofiarę dziękujemy Bogu i tym wspaniałym ludziom, których On powołał do Siebie w ich drodze na uroczystości katyńskie. Wchodzimy w nowy czas, odnowieni, wiemy wszak z jednego z psalmów, że choćbyśmy chodzili ciemną doliną, zła się nie ulękniemy, bo On jest z nami. On też jest z Prezydentem i ofiarami z „drugiej listy katyńskiej", którym tę specjalną odsłonę POLIS MPC ośmielamy się dedykować.
Sursum corda!
|
|
Lech Kaczyński
|
Szanowni Przedstawiciele Rodzin Katyńskich! Szanowni Państwo!
W kwietniu 1940 roku ponad 21 tysięcy polskich jeńców z obozów i więzień NKWD zostało zamordowanych. Tej zbrodni ludobójstwa dokonano z woli Stalina, na rozkaz najwyższych władz Związku Sowieckiego. Sojusz III Rzeszy i ZSRR, pakt Ribbentrop-Mołotow i agresja na Polskę 17 września 1939 roku znalazły swoją wstrząsającą kulminację w zbrodni katyńskiej. Nie tylko w lasach Katynia, także w Twerze, Charkowie i w innych, znanych i jeszcze nieznanych miejscach straceń wymordowano obywateli II Rzeczypospolitej, ludzi tworzących podstawę naszej państwowości, nieugiętych w służbie ojczyzny. W tym samym czasie rodziny pomordowanych i tysiące mieszkańców przedwojennych Kresów były zsyłane w głąb Związku Sowieckiego, gdzie ich niewypowiedziane cierpienia znaczyły drogę polskiej Golgoty Wschodu.
Najbardziej tragiczną stacją tej drogi był Katyń. Polskich oficerów, duchownych, urzędników, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej i służby więziennej zgładzono bez procesów i wyroków. Byli ofiarami niewypowiedzianej wojny. Zostali zamordowani z pogwałceniem praw i konwencji cywilizowanego świata. Zdeptano ich godność jako żołnierzy, Polaków i ludzi. Doły śmierci na zawsze miały ukryć ciała pomordowanych i prawdę o zbrodni. Świat miał się nigdy nie dowiedzieć. Rodzinom ofiar odebrano prawo do publicznej żałoby, do opłakania i godnego upamiętnienia najbliższych. Ziemia przykryła ślady zbrodni, a kłamstwo miało wymazać ją z ludzkiej pamięci.
Ukrywanie prawdy o Katyniu - efekt decyzji tych, którzy do zbrodni doprowadzili - stało się jednym z fundamentów polityki komunistów w powojennej Polsce: założycielskim kłamstwem PRL. Był to czas, kiedy za pamięć i prawdę o Katyniu płaciło się wysoką cenę. Jednak bliscy pomordowanych i inni, odważni ludzie trwali wiernie przy tej pamięci, bronili jej i przekazywali kolejnym pokoleniom Polaków. Przenieśli ją przez czas komunistycznych rządów i powierzyli rodakom w wolnej, niepodległej Polsce. Dlatego im wszystkim, a zwłaszcza Rodzinom Katyńskim, jesteśmy winni szacunek i wdzięczność. W imieniu Rzeczypospolitej składam najgłębsze podziękowanie za to, że broniąc pamięci o swoich bliskich, ocaliliście Państwo jakże ważny wymiar naszej polskiej świadomości i tożsamości.
Katyń stał się bolesną raną polskiej historii, ale także na długie dziesięciolecia zatruł relacje między Polakami i Rosjanami. Sprawmy, by katyńska rana mogła się wreszcie w pełni zagoić i zabliźnić. Jesteśmy już na tej drodze. My, Polacy, doceniamy działania Rosjan z ostatnich lat. Tą drogą, która zbliża nasze narody, powinniśmy iść dalej, nie zatrzymując się na niej ani nie cofając.
Wszystkie okoliczności zbrodni katyńskiej muszą zostać do końca zbadane i wyjaśnione. Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność ofiar, by ujawnione zostały wszystkie dokumenty dotyczące tej zbrodni. Aby kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej. Domagamy się tych działań przede wszystkim ze względu na pamięć ofiar i szacunek dla cierpienia ich rodzin. Ale domagamy się ich także w imię wspólnych wartości, które muszą tworzyć fundament zaufania i partnerstwa pomiędzy sąsiednimi narodami w całej Europie.
Oddajmy wspólnie hołd pomordowanym i pomódlmy się nad ich głowami. Chwała bohaterom! Cześć Ich pamięci!

|
|
|
Roman Misiewicz
|
|
* * *
nad mymi stopami
skrzypi więźba nieba
uwięziony w
stalowym kokonie
przez szczeliny
patrzę na odwrócony krajobraz
przed oczami
trzepocze się gałązka sosny
za nią miga
zwęglony las
z którego sterczą
czarne żebra
mgła
spływa jak całun
10.04.2010
|
|
Free Your Mind
|
|
nazajutrz
około wpół do szóstej rano
słyszałem na drzewie
jak ptak do ptaka mówi
o wielkim ptaszysku
co ludzi do ziemi zabrało
i zlecieli się, mówi
inni ludzie przeszukiwać
ziemię, burą trawę, Las
skrzydła ptaszyska przetrząsać
ryć kopać rozgrzebywać Teren
nie znaleźli tamtych, mówi
|
|
Więcej…
|
|
Lidia Nowaczykowa
|
|
Tragedia katyńska, której jesteśmy świadkami i którą przeżywamy, należy do tej kategorii zdarzeń, których się nigdy nie zapomina. Każdy z nas - jestem tego pewna - będzie długo, może nawet do końca życia, pamiętał, co robił TAMTEGO dnia, o czym WTEDY myślał.
***
Ze snu obudziła mnie komórka. Po melodyjce poznałam, że dzwoni Małgosia. Na zegarze nie było jeszcze siódmej. Dlaczego dzwoni tak wcześnie. Gdy usłyszałam jej zmieniony, drżący głos i nieskładne zdania, przez moje serce przebiegł lęk, że coś się jej stało. Po chwili zrozumiałam, że pyta, czy wiem coś o śmierci polskiego prezydenta. Najpierw sądziłam, że ma na myśli Narutowicza (tylko dlaczego w sobotę o siódmej rano?!), aż wreszcie pojęłam, że mówi o prezydencie Kaczyńskim.
Natychmiast rzuciliśmy się do telewizora i komputera. Stacja FOX News Channel, której dopadłam najpierw, potwierdziła tę wiadomość. Na polskich stronach w Internecie znaleźliśmy pełną listę nazwisk osób lecących wraz z parą prezydencką na uroczystości w Katyniu.

To dziwne, ale z przedpołudniowego bloku informacyjnego CNN dowiedzieliśmy się wiecej, niż z telewizji Polonia. Z uwagą słuchaliśmy wypowiedzi specjalisty z NTSB (National Transportation Safety Board - niezależnej agencji powołanej do wyjaśniania okoliczności wypadków i katastrof lotniczych), analizującego te skąpe informacje, które tu docierały. Swoją obszerną wypowiedź zakończył następującą konkluzją: że nie wie, w jakie instrumenty był wyposażony samolot, ale dla współpczesnych maszyn (nawet prywatnych odrzutowców) lądowanie przy zerowej widoczności nie jest trudne, i że jakkolwiek ostateczne decyzje zawsze podejmuje pilot, nie sądzi, aby za sterami tego samolotu znajdował się idiota (an idiot).
|
|
Więcej…
|
|
Rolex
|
|
Trudno pisać w kilkadziesiąt godzin po tragedii, która na zawsze zmieni Polskę, chyba że wydarzy się coś jeszcze gorszego i ta tragedia Jej nie zmieni. Miałem taką chwilę słabości, przyznaję, i w tej chwili słabości chciałem napisać laurkę; zwyczajowe ble-ble-ble, którym zamknąłbym wspomnienie o kolejnej, polskiej „Umarłej Klasie". O kolejnej „Umarłej Klasie", bo - niezależnie od różnic wieku, umarły dziewczyny i zginęli chłopcy z jednej klasy. Istotą przynależności do jednej klasy jest to, że wszyscy w Klasie są wychowani w podobnym duchu, a to znaczy, że pomimo różnic w sprawach taktyki i strategii, łączy nas coś, co jest ponad doraźnością. W przypadku wielu z tych ludzi tym „ponad" było tradycyjne rozumienie polityki jako systematycznej, przemyślanej troski o dobro wspólne, realizowanej w formie obrony polskiej racji stanu, przedkładanie własnej, choćby biednej Ojczyzny ponad radość, płynącą z poklepywania po plecach przez bogatszego czy silniejszego sąsiada. To ten rodzaj dumy i braku kompleksów, który charakteryzuje ludzi zanim staną się już tylko konsumentami.

I w tym sensie Umarła Klasa dołączyła do starszego rocznika w katyńskiej szkole wyższej. Najwyższej Szkole, w której dyplom kosztuje życie. Żeby taką szkołę ukończyć potrzeba silnego charakteru, trzeba umieć pójść, dokąd poszli tamci, trzeba bezkompromisowości i odwagi.
|
|
Więcej…
|
|
toyah
|
|
Kiedy dowiedziałem się o tym nieszczęściu po raz pierwszy, nie zauważyłem żadnego nieszczęścia. Ton informacji był taki, że pewnie urwało się koło albo samolot leciutko wyleciał z pasa... ale ani przez chwilę nie pomyślałem, że mogło się stać to, co się rzeczywiście stało. Jakoś tak szczęśliwie się rozwijała owa informacja, że mieliśmy wszyscy czas, żeby się przygotować na to, co najgorsze. I wreszcie to ono - to najgorsze - znalazło nas w pierwszych łzach. I wtedy już byliśmy troszkę chociaż gotowi.
Myślę, że nie byłem jedynym, który wtedy nagle uświadomił sobie, że to nie była zwykła katastrofa. Że za tym wszystkim stała czyjaś ręka i że nie jest naprawdę trudno tę rękę zidentyfikować. W jednej chwili uświadomiłem sobie, że i ten czas, i to miejsce - przede wszystkim to miejsce - i te wszystkie dni, które nas do tego czasu i miejsca doprowadziły, były dniami bardzo starannie zaplanowanymi i że - nawet jeśli przypadek gra często rolę zbyt dużą - tym razem o żadnym przypadku mowy być nie może. I przestraszyłem się. Później - aż dziwne, że to mówię - nie kto inny jak Lech Wałęsa wyraził w najlepszy sposób to, co sam czułem, gdy w pierwszym swoim komentarzu powiedział, że o ile wtedy obcięto nam głowę, dziś wyrwano nam serce. Tak właśnie powiedział.
Warto, jak myślę, zatrzymać się nad słowami Lecha Wałęsy. On był prezydentem i choćby z tego względu wie znacznie więcej, niż nam może się wydawać. I nawet jeśli przez te wszystkie lata szaleństwo powoli stępiło jego zmysły i sam umysł, niewątpliwie coś tam z tego wszystkiego jeszcze potrafi pamiętać. A może choćby tylko czuć. I pomyślałem sobie, że musiał się Lech Wałęsa przestraszyć. Musiał nagle sobie resztkami sił uświadomić, że ta umowa była jednak jednostronna i że w niej nigdy nie było miejsca na żarty. Że on - a przecież nie tylko on - od samego początku stał nad krawędzią. I się przestraszył. Żal mi Lecha Wałęsy. Dziś jest już mi go tylko autentycznie żal. Bo to, co się dzieje, to już nie fikcja literacka spod znaku Agenta 007. To jest autentyczne mięso.

Ale jestem mu bardzo wdzięczny za sposób, w jaki mi objaśnił, tak zgrabnie, to, co się stało. I więcej już nic na jego temat. Niech żyje w spokoju. Bo z tego, co on dziś musi czuć ani nie ma się co śmiać, ani tym bardziej nie ma czego zazdrościć.
Zresztą, mnie też już tak bardzo ten aspekt sprawy nie pochłania. To akurat, w obliczu tego, co przed nami, jest bez znaczenia. Tu akurat nie mamy przede wszystkim ani nic do zrobienia, ani nawet do powiedzenia. Technika - a więc ręka - stojąca za tą hekatombą i tak już na zawsze pozostanie tajemnicą. Na tej szali, jaką stanowi współczesny świat, śmierć nawet tylu i nawet takich ludzi ma wciąż zbyt mały ciężar, żeby można było ryzykować jakąkolwiek debatę. Więc, mówiąc bardzo brutalnie, nie ma o czym gadać. Przynajmniej przez najbliższych 50 lat, a więc - co nie wykluczone - do końca świata.
|
|
Więcej…
|
|
Grudeq
|
|
Nie dopuszczałem do siebie informacji, że hekatomba Smoleńska to coś innego jak tylko wypadek... ale...
Klękający Premier Rządu Rzeczypospolitej Donald Tusk. Smutny, bardzo smutny. Obok Putin, wyglądający tak, jakby przyjechał sprawdzać stan robót. Kolejne KGBowsko - NKWDowskiej roboty. Klepiący naszego Premiera po plecach. Pokazujący mu rozbitego Tupoleva. Widzisz, Donald, dlaczego musisz być nam posłuszny.
Potem scena z łączeniem się z poszczególnymi ministerstwami. Czy zdrowie działa? Moskwa czy jest na linii? Nie ma Moskwy, ale jest zdrowie. I nagle jakiś piekielny transport 387 dotarł do Moskwy? Jaki transport z numerem? Jaki transport?
To trumny z ciałami polskiej elity!
A dla nich transport z numerem. Czy te transporty Rosjanie liczą od 1940 roku? Czy może od 1831 roku?
Ciała wiozą do Moskwy. Nie można ekspertów z Moskwy wysłać do Smoleńska. Nie można. Właścicielami trumien są Rosjanie. Oni badają sprawę. Czy jest powiedziane, kiedy nam oddadzą? A może badania u nich się przedłużą. Nu... Polska przedłuży wtedy swoją żałobę. W Moskwie wszystko musi być zawsze dokładnie sprawdzone. Może Rosjan trzeba będzie prosić o wydanie zwłok Pana Prezydenta Rzeczypospolitej? Błagać. Oni są panami naszej żałoby. Naszej tragedii.

Orędzie prezydenta Miedwiediewa do Polaków. Orędzia wygłasza się do własnych narodów. Do narodów innych można mieć przemówienie, odezwę, mowę. Ale nie orędzie. Polska jest krajem niepodległym. Była.
|
|
Więcej…
|
|
Maria T.
|
|
Śp. Annie Walentynowicz,
której nie ośmieliłam się poprosić o autograf
Pierwsze słowa, w których usłyszałam o śmierci Prezydenta (a drżałam o jego życie od 2005 roku, bo zwykle na czele słabego kraju nie stoją dzielni, niezależni przywódcy), brzmiały: „Zestrzelili Prezydenta. Zginęli jego ludzie. Katastrofa". Czegokolwiek dowiadywałam się później, ten niedokładny przekaz nie był przypadkowy.
Istotą straty jest brak osób, które strzegły jak mogły, niezależności państwa, stojąc na czele swoich urzędów i mając oprócz męstwa także nieprzeciętne zdolności, wiedzę, umiejętności, słowem - miały najwyższe zalety charakteru i umysłu, a poświęciły je dla Polski. Znaczy to, że m.in. dla wolności i godności każdego z nas. Starały się, aby nie komenderował nami kłamca. By nie narzucano nam uwłaczających, łamiących prawo do prywatności przepisów. Żeby wreszcie, mówiąc najprościej, nas nie okradano.
|
|
Więcej…
|
|
castillon
|
|
Dwie godziny po katastrofie, późno, ale i ja mam prawo do chwili zastanowienia. Info nie z radia czy z którejś stacji – rano wszedłem jak zwykle do sieci. I stamtąd wieść, względem której pomyślałem: no, propagandziści posunęli się za daleko! Bo za chwilę okaże się, że pękła jedna opona, urwał się schodek prowadzący do kabiny…
Ale stało się inaczej, dramatycznie. Stacje telewizyjne trąbią bez przerwy, choć jakoś tak bez sensu: milczmy, zadumajmy się, połączmy w żalu. Ja mam inną refleksję: cui bono? Bo jeśli nie ma przypadków, są tylko znaki – to jakie będą posunięcia politycznych przeciwników? Czy Komorowski dostanie z klucza to, o co miał wojować za kilka miesięcy? Tak po prostu wejdzie do Pałacu Prezydenckiego, wyrzuci obsługę i weźmie, co będzie chciał?
W TVN potwierdza się: wczorajsi opluwacze dzisiaj cierpią i namawiają do wspólnego cierpienia. Uwaga: my, naród, w bezruchu! Patrzę na twarze: Miller, Kwaśniewski, potem Mazowiecki, Wałęsa, Ciosek. Ludzie, czy wy wstydu nie macie? Co się w tym moim kraju dzieje, do cholery? Pierwsze płaczki, jeszcze wczoraj wykrzywione w grymasie „politycznej poprawności”, strzelające jadem i wszelką trucizną. My w bezruchu. Co będą robić oni?
Na zadumie i milczeniu nie buduje się żadnych politycznych gestów i planów. Jedna ze stron politycznego sporu w Polsce poniosła dramatycznie dużą stratę. Jak zachowa się strona druga? Nie mam złudzeń. To zawodowcy, właśnie zajmują się na szklanym ekraniku puszczaniem zasłony dymnej. Na początek w starych zombi włożyli nowe bateryjki, kukły bredzą bez ładu i składu, „tak, to był mój przyjaciel, chociaż i przeciwnik”, „trwałość państwa musi być zachowana”, „nie kochałem, ale szanowałem…”. Podobno są odpowiednie służby, które coś zabezpieczą, uruchomią zastępców. Ci najważniejsi – gdzieś za kurtyną. Ale wiem, że są i wiem, że działają.
I godzinę później: pierwsze sugestie, kto winny. Błąd pilota, podobno już były apodyktyczne dyspozycje dopiero co zmarłego prezydenta, wreszcie mają jakiś ślad. Aż chce się zapytać: to co, panowie, kazał się rozbić? Pozabijać załogę, żonę, przyjaciół i bliskich? Milknę w duchu. Bo na tym świecie wszystko jest możliwe. I nic nie musi wyglądać tak, jak na pierwszy rzut oka.
Nie chcę spać i nie chcę trwać w odrętwieniu, wszystko jedno czy modlitewnym, czy sztucznie wywołanym. Jest czas twardej, ale rozsądnej analizy, potem konkretnych i pożytecznych dla Polski działań. Jeśli chcemy dyktatury ciemniaków – mamy ją na wyciągnięcie ręki. Jeśli wybierzemy inaczej – czeka nas ogromny wysiłek. Letarg to coś, na co siły ciemności liczą.
|
|
Roman Misiewicz
|
|
10.04.2010
dziś jest wigilia Miłosierdzia Bożego / pięć lat temu / w przeddzień tego święta / odszedł od nas papież / dziś odeszli ci którzy / dawali mi / nadzieję na możliwość odrodzenia tego kraju / którzy dla mnie / byli symbolem / duchowej siły narodu / politycznej uczciwości i rzetelności / nieugiętości w mówieniu prawdy / po raz kolejny mgła nad smoleńskim lasem / pokryła całunem / ciała tych którzy mieli być ostoją ładu / nie jest prawdą kiedy mówią / że trudno będzie ich zastąpić / ich nie można zastąpić / bo kim / co najwyżej można znaleźć kogoś / kto będzie wypełniał te funkcje / które oni sprawowali / nic ponad to / czy to wszystko po to abyśmy się ocknęli / odsunęli kłamstwo / w którego oparach brodzimy / wyrzekli się nienawiści / zacietrzewienia / głupoty / ale czy to jest możliwe / powoli przestaję w to wierzyć / choćby dlatego że słucham co i jak / po pierwszym wstrząsie / opowiadają w mediach szamani / choćby dlatego że byłem świadkiem / śmierci jana pawła drugiego / która wstrząsnęła nami wprawdzie / ale jak długo to trwało / ile może trwać refleksja po śmierci tych wszystkich którzy zginęli w katastrofie dzisiaj / dzień czy tydzień / potem znów powrócimy do naszej / codzienności / czy ponownie damy się porwać temu barbarzyńskiemu korowodowi / w którym tańczymy / wszystko mi mówi że tak / a tymczasem / to wstrząśnienie naszymi sumieniami może być już ostatnie / następnego może już nie być / patrząc w obłoki / które suną teraz za moim oknem / mam wrażenie / że zawisła nad tym krajem otchłań / cisną mi się do głowy słowa kurantów leszka aleksandra moczulskiego / czy to jest koniec tego kraju / wiem że nie / jeszcze nie w tej chwili / ale teraz tylko od nas zależy / czy zmobilizujemy wszystkie swe siły / dążenia myśli / abyśmy nie umarli jako naród / myślę że nie jest to z mojej strony przesada / przecież w tej chwili / nie ma żadnych sił w tym państwie / żadnej politycznej struktury / która mogłaby nas bronić przed samowolą / prywatą / przed zakusami obcych / nie ma już żadnych innych sił / jeszcze tylko / poza nami / samymi /
|
|
Więcej…
|
|
Jerzy Bukowski
|
|
Spośród wielu ofiar tragedii w Smoleńsku chcę wspomnieć jedną, którą dobrze znałem osobiście i współpracowałem z nią w różnych działaniach na rzecz utrwalania pamięci narodowej. Tą osobą jest ostatni Prezydent II Rzeczypospolitej Ryszard Kaczorowski, sprawujący swój urząd w Londynie.
Poznałem Go w 1987 roku, kiedy przebywałem na stypendium naukowym w stolicy Wielkiej Brytanii. Był On wówczas ministrem spraw krajowych w rządzie na Uchodźstwie i przewodniczącym Związku Harcerstwa Polskiego Poza Granicami Kraju. A że i ja należałem do wielkiej harcerskiej rodziny wiernej przedwojennym ideałom, bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język.
Bywałem gościem późniejszego Prezydenta w jego domu przy Anson Road 32, jak również na zastępczym „Zamku", czyli przy Eaton Place 43. Podziwiałem Jego energię i optymizm, pozwalające Mu nie tylko wierzyć w odzyskanie przez Polskę niepodległości, ale także prowadzić żmudną, konkretną pracę na rzecz tej idei.
Pamiętam również Jego pierwszą wizytę w Polsce, w grudniu 1990 roku, kiedy przekazywał na warszawskim Zamku Królewskim insygnia konstytucyjnej władzy II RP pierwszemu prezydentowi III Rzeczypospolitej - Lechowi Wałęsie. Z Warszawy przyjechał do Krakowa i w wąskim gronie Jego krakowskich przyjaciół poszliśmy na zimowy, wieczorny spacer nad Wisłą, nie mogąc się nadziwić, jak szybko mogą się spełnić nawet najbardziej - wydawałoby się - nierealne marzenia.
Spotykaliśmy się jeszcze potem z Nim i z Jego uroczą Małżonką wiele razy, ilekroć zjawiał się w naszym mieście. Szczególnie zapadł mi w pamięć długi wieczór w domu Eli i Jurka Gizów, spędzony razem z Ewą i Atillą Jamrozikami oraz obecną dyrekcją Muzeum Armii Krajowej: Adamem Rąpalskim (z małżonką Barbarą) i Tadeuszem Żabą. Powróciła atmosfera z dawnych lat: poważna, przepojoną troską o dalsze losy Polski rozmowa, przeplatana licznymi anegdotami.
Było też i smutne spotkanie na Cmentarzu Salwatorskim, kiedy odprowadzaliśmy na Wieczną Wartę śp. Jerzego Parzyńskiego, znakomitego adwokata i recenzenta muzycznego, w latach 80. przewodniczącego niejawnego Ruchu Harcerskiego Rzeczypospolitej, ściśle współpracującego z ZHP PGK. Żegnaliśmy Go obaj przemówieniami nad grobem.
Dzisiaj przychodzi mi z bólem serca wspomnieć Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, który, zgodnie z Przyrzeczeniem Harcerskim, złożonym przezeń w latach 30. w rodzinnym Białymstoku, całym życiem pełnił slużbę Bogu, Polsce i bliźnim. Do samego końca.
Czuwaj, Druhu Ryszardzie, do zobaczenia na niebiańskiej polanie, w braterskim kręgu, przy strzelającej iskrami watrze!
harcmistrz Jerzy Bukowski
Harcerz Rzeczypospolitej
|
|
|
Free Your Mind
|
|
I na koniec chciałbym życzyć samych sukcesów naszej Ojczyźnie, Polsce, która jest naszym wspólnym dobrem...
L. Kaczyński, orędzie noworoczne na rok 2010
(http://www.youtube.com/watch?v=hx2yRU7p700 )
1.
Jeszcze nie wiemy, dokąd zaprowadzi nas ta wielka tragedia z 10 kwietnia 2010, możemy już jednak teraz uznać, że nastąpił kres pewnej powojennej epoki i przeżywamy wstrząs społeczny, po którym „wszystko” już będzie inaczej – wstrząs w niezwykłym roku 2010, kiedy to beatyfikowany ma być Jan Paweł II i ks. Jerzy Popiełuszko, do których, jak możemy sądzić, dołączył właśnie Prezydent Kaczyński z Małżonką. Historia, to przede wszystkim krew – polska historia to doprawdy morze krwi. Krew poprzednich pokoleń Polaków płynie w naszym pokoleniu. Każdy zaś, kto ma świadomość tego dziedzictwa krwi – wie jak poważną sprawą jest Polska.
Widzimy jednocześnie do jakich rozmiarów zmniejszyli się ci wszyscy ludzie, którzy ostatnie lata poświęcali na bezlitosne, uporczywe, najpodlejsze, jakie można sobie wyobrazić, lżenie Prezydenta. Sikorski skandujący na swoim „prawyborczym” wiecu „by-ły pre-zy-dent Lech Ka-czyń-ski”, Komorowski (po wyprawie Kaczyńskiego do Gruzji) z hasłem „jaki prezydent – taki zamach” i mówiący o „ślepym snajperze”, Niesiołowski zapluwający się do nieprzytomności nieodłącznie z (wypowiadanym z charakterystyczną plozją) sloganem „p-pan Kaczyński”, że o innych nie wspomnę, bo w tej chwili nie warto. Co nie znaczy, iż nie należy zarchiwizować tej „mowy nienawiści” - co słusznie na swoim blogu podsunął Budyń78 (link). Należy – niech słowa i postawa tychże ludzi, świadomie i systematycznie lżących Prezydenta – zostaną udokumentowane i pokazane przyszłym pokoleniom. Bo to także obraz współczesnej Polski. Należy to dokumentować, skoro ci ludzie nie mają teraz odwagi błagać Rodzinę Zmarłego o przebaczenie – co jest wyjątkowo oburzające.
Można więc powiedzieć, że nie ma już „braci Kaczyńskich”, nie ma już wspomnianego „pana Kaczyńskiego” - te „figury retoryczne” już dalibóg się nie pojawią, ale też, zapewne ku całkowitemu zdumieniu tych, co przez długie lata straszyli „braćmi”, mówili o putinizacji, faszyzacji etc. - naraz oczy całego świata od paru dni zwrócone są właśnie na wyszydzanego, pogardzanego przez „oświeconych” Prezydenta, Jego nazwisko nie schodzi z pierwszych stron gazet, a tłumy Polaków przeżywają największy wstrząs społeczny od czasów pierwszej wizyty Jana Pawła II w naszym kraju. Wychodzą na ulice, ustawiają znicze, spacerują z flagami lub wieszają je, ustawiają się w szpaler, by oddać hołd sunącemu przez Warszawę z Okęcia zmarłemu Prezydentowi, a dwa dni później – zmarłej Prezydentowej, rzucają kwiaty pod koła... To jest inna Polska niż ta, którą znaliśmy jeszcze do ostatniego sobotniego poranka. To jest niezwykły, historyczny, największy od wyboru Jana Pawła II na papieża, przełom w naszych dziejach. To jest bezsprzecznie nowa Polska, której flaga wisi także na moim balkonie, przewiązana czarną wstęgą. I widzimy tę nową Polskę tymi samymi oczami, co przez ostatnie kilkadziesiąt lat, lecz widzimy ją zarazem dzięki męczeńskiej ofierze właśnie Prezydenta i tych wszystkich wartościowych ludzi, których Pan Bóg przywołał do siebie z tej smoleńsko-katyńskiej ziemi. Śmierć tylu niewinnych i wartościowych ludzi jest jakoś wyjątkowo poruszająca, taka jakaś przeszywająca jak ostry mróz, i aż się ciśnie na usta jakiś protest, czemu tylu zbrodniarzy, tylu katów, tylu złoczyńców nie ginie w taki sposób, tylko dożywa spokojnej starości...
|
|
Więcej…
|
|
Cygnus
|
|
Każdy z nas ma w swoim doświadczeniu zdarzenia, które przechowywane w pamięci, jak lampki oliwne roświetlają mroki życia.
Był rok 1990, Warszawa, w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski miało miejsce kolejne posiedzenie redaktorów prasy katolickiej, w którym brałem udział. Było to spotkanie kameralne, w gronie ok. 20 osób. Czasy były burzliwe, słowu po latach oddawano wolność od cenzury, wiele tematów było więc do omówienia. Na koniec do sali wszedł starszy wiekiem kapłan trzymając przed sobą obraz - był to ks. Zdzisław Peszkowski - wówczas szerzej nie znany, ze słynną Matką Boską wykonaną przez więźnia obozu w Starobielsku. Była ona dla całej Rodziny Katyńskiej prawdziwą relikwią. Ksiądz Peszkowski opowiedział nam swoją historię i historię tego obrazu. Słuchaliśmy do głębi wzruszeni. Trzeba pamiętać, że dotąd nie wolno było oficjalnie nawet wymawiać słowa - Katyń. Nigdy nie zapomnę tego spotkania i tej ikony.
Dziś ze ściśniętym sercem przeczytałem, że znajdowała się ona na pokładzie TEGO samolotu...

|
|
Grudeq
|
Nie rzucajcie mi kwiatów
Nie palcie mi zniczy
Trzeba nabojów
Historia znów trupy policzy
Polska krwi danina
Bóg znów wybrał nazwiska
Te najlepsze...
Wydłużyła się katyńska lista
A oni znów w osłonie zniczy i nocy
Rękę plugawą na Polskę podnoszą
Przebrani w ton żałobnej roty
Po zniszczenie Rzeczypospolitej kroczą
Nędznicy bez honoru
Dla was ten pogrzeb
To punkty sondażu Pentoru
A Polska...?
To dla was kraj przecież dziki
Patriotyzm znacie tylko z przeszłości
Dożynacie watah! Słyszę wasze krzyki
Razem! Będziecie nas uczyć prawości
Waszej
Nie może być na to zgody
Nie będzie mazura żałobnego
Byście znów w nasze grody
Przywiedli swoje rządów metody
Trzeba będzie kolejnej krwi daniny
Damy!
Trzeba walczyć będzie wieki!
Wytrzymamy!
Nie razem. Nigdy.
Razem stoimy na barykadzie
Ale po przeciwnych jej stronach
My tam gdzie nasz Prezydent
Wy tam gdzie rzucą wam srebrniki
11 IV 2010 r.
|
|
Jerzy Bukowski
|
|
Dzień śmierci Prezydenta RP i towarzyszących mu osób, reprezentujących polskie elity społeczne, oficerskie oraz polityczne pokazał, jak wspaniale, spontanicznie, godnie i solidarnie potrafimy się łączyć we wspólnym bólu.
Oby ta zrodzona z żałoby moc narodu przetrwała dłużej niż tydzień i przyniosła krzepiące go na przyszłość owoce. Nie zmarnujmy naszych łez - niech będą posiewem dobra dla Polski.

|
|
Budyń78
|
Sobotę, 10 kwietnia, chyba wszyscy zaczęliśmy podobnie i chyba wszyscy zapamiętamy najbardziej ten moment, gdy jeszcze zaspani włączyliśmy radio, telewizor, odebraliśmy telefon... Sytuacja, która nie mieści się w głowie i w którą trudno uwierzyć, nie tylko w pierwszych chwilach, nie tylko - przez pierwsze dni... Słyszę o ustawie o IPN, słyszę o NBP i łapię się na tym, że myślę, co zrobi Lech Kaczyński? A przecież już nic nie zrobi.
Czy na pewno? Telewizyjne „pojednanie" jest tylko brudną grą, narkotykiem podanym pacjentowi na czas prób amputacji resztek narodowej świadomości i wolności. Medialna szopka jest ogólnonarodowym rekordem hipokryzji. Jednak przecież ci ludzie, dzwoniący do radia, by powiedzieć, jak dziś powiedział jakiś człowiek w Trójce, że dopiero teraz w Lechu Kaczyńskim zobaczył człowieka, a dopiero po tym - polityka i przeprosić - nie grają. Nie gra dziewczyna, stojąca przez noc z dzieckiem na ręku, by wpisać się w księdze kondolencyjnej - „Spieszcie się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", dodając od siebie „i szanować" - banalne, ckliwe? Być może tak ktoś na to spojrzy, a jednak jest w tym taka szczerość, która zakrapla oczy kolejnymi łzami. Nocny marsz studentów, niosących portrety Lecha i Marii Kaczyńskich, świece płonące nawet w najbardziej zaskakujących miejscach, modlitwy na chodnikach, łzy na twarzach... Polska, której już miało nie być. Ludzie, którzy przecież mieli być już tylko cynicznymi konsumentami. Niektórzy dopiero co przebudzeni... Czy znów zasną za kilka dni?
Nie idealizuję. Widzę, jak po drzemce budzi się stara nienawiść, a ślina, która nie zdążyła trafić żywego prezydenta, szuka dziś jego ducha i dziedzictwa. Widzę polityków, którzy są jak ci kieszonkowcy, okradający tłumy w stanie religijnego, artystycznego czy politycznego uniesienia. Czy uda im się ukraść te kilka dni, tę odzyskaną świadomość? Miejmy nadzieję, ze nie wszystko, że nie wszystkim.
Nie da się uciec od odniesień historycznych, religijnych... Msza, która gromadziła ludzi 10 kwietnia była przecież tą samą, na którą nocą z drugiego na trzeciego kwietnia 5 lat wcześniej trafiali zdezorientowani, przybici i osieroceni wierni. Miejsce - nie trzeba nic dodawać. Jeśli wierzymy w Boga, nie możemy uznać tego za przypadek. Jak mamy to rozumieć? Czy to znak, ze zbyt szybko zapomnieliśmy tamte uniesienia, tamten ogień, który zapłonął w naszych sercach? Że znów trzeba nami wstrząsnąć, byśmy nie stracili z oczu tego, co ważne, co było naszymi korzeniami, naszymi fundamentami?
Może tym razem nie zapomnimy?
Krzysztof K. Karnkowski - Budyń78

|
|
Bronisław Bartusiak
|
|
W katastrofie lotniczej zginął Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński z Małżonką Marią, ostatni Prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz i wszystkie osoby lecące prezydenckim samolotem: członkowie delegacji, funkcjonariusze ochrony, załoga.
W szoku, nie waham się użyć tego słowa, wśród wielu myśli, niesprawdzonych nieraz informacji, pierwszych komentarzy pojawiły się w mym umyśle - może lepiej: sercu, biblijnie rozumianym - dwa szczególnie nurtujące, bolesne pytania.
Zacznę od drugiego. Można je wyrazić tak: „Kto zginął?". Nie chodzi mi o listę ofiar. Chodzi mi o to, kim były osoby, które zginęły w katastrofie prezydenckiego samolotu. Wiemy, że zginęły osoby piastujące ważne funkcje państwowe. Zaangażowane, w przeważającej większości, w budowę naprawdę nowego państwa. Można powiedzieć, właściwie rozumiejąc słowa: obrońcy wolności i - prawdziwie rozumianej - demokracji Przypomnę tylko zaangażowanie śp. Prezydenta Lecha. Kaczyńskiego w obronę wolności Gruzji.
Zginęli też jednak ludzie, którzy stali - proszę mi wybaczyć patos, stosowny chyba jednak w takiej chwili - na pierwszej linii walki (tak, walki!) o narodową pamięć i polską tożsamość narodową. Szarganą, zakłamywaną... aż do dzisiaj. Doprecyzuję więc swe pytanie. „Kto będzie teraz bronił prawdy o naszej historii? Kto będzie prowadził badania, aby wiedza o niej była jak najpełniejsza? Kto te wiedzę będzie popularyzował, przekazywał - zwłaszcza młodzieży?
Zamiast pełnej listy, trzy nazwiska - symbole. (W zadnej mierze nie deprecjonuję zasług wielu innych osób, ze wspomne chociażby prezesa Instytutu Pamięci narodowej, porf. Janusza Kurtykę). Osoby symbolizujące niejako trzy pokolenia, trzy okresy.
Były Prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski - przedstawiciel pokolenia, na które spadła katastrofa II wojny światowej. Anna Walentynowicz, dama Orderu Orła Białego, wybitny działacz związkowy, działaczka Wolnych Związków Zawodowych i żarliwa patriotka z czasów zniewolenia Polski przez dbających ponoć zwłaszcza o „ludzi pracy" komunistów. Andrzej Przewoźnik, historyk, pełniący wiele funkcji, między innymi sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
I wielu innych... Te nazwiska, ważne nazwiska, reprezentują tylu innych, którzy zginęli.
Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Ale na pewno są ludzie bardzo, bardzo trudni do zastąpienia.
Zwłaszcza w czasach, kiedy młodzież nie bardzo wie, dlaczego Katyń ma takie znaczenie dla historii Polski, a jeżeli nawet wie - nie jest pewna, kto właściwie wymordował tam znaczną część przedwojennych polskich elit...
I już krotko o pierwszym pytaniu. „Panie Boże, dlaczego?"
Nie poprzestanę na milczeniu, na konstatacji, za Pismem św., że drogi i myśli Boga nie są naszym drogami i myślami. Nie napiszę też, że Bogu jest wszystko jedno. Co mogę napisać? Przywołał zbieżność, pozornie przypadkową - czy dla wierzącego „przypadek" nie jest „drugim imieniem „Opatrzności"? - dwóch zdarzeń. Pierwszym była narodowa tragedia. Drugim - ekspozycja Całunu Turyńskiego. Przypomnę, że do Całunu pielgrzymowali zarówno Jan Paweł II jak i - wówczas jeszcze kardynał - obecny papież Benedykt XVI.
Wystawienie obecne odbywa się pod hasłem: „Passio Christi, passio hominis", czyli „Męka Chrystusa, męka człowieka".
Wiele nie rozumiemy. Ale jedno jest pewne. Bóg nie zostawił i nie zostawia nas samych. Jest „Bogiem z nami" (to znaczy imię Emmanuel, jedno z imion-tytułów Mesjasza).
Stąd też nadzieją: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" (Rz 8, 31b)...
|
|
Andrzej Dąbrówka
|
|
I
Skrzydła są dane jako przykład
rąk, które nie mogą krzywdzić
Los je uchronił przed zamianą w ręce
wśród części ciała ta zawsze jest niewinna
Już tylko one dwa są tym, co ma wspólnego
człowiek z aniołem, no i może z wiatrem
Bo żaden człowiek nie zapomniał skrzydeł
i lata na nich wciąż w sennych marzeniach
Nie szczędzi tam wysiłków, macha macha
krąży i wzbija się pod sufit
Ale na jawie co podskoczy to upadnie
gdyż jest jak głupia kura co nie zdoła nigdy
zrozumieć wiatru
|
|
Więcej…
|
|
Oksana Pachlewska
|
|
Nie wiem co tam się stało.
Ale wiem, że każda mgła ideologiczna znajdzie swoje wyjaśnienie we mgle atmosferycznej. Podobnie, jak każda patologiczna ksenofobia – znajdzie swoje wytłumaczenie w niesprawności technicznej.
Tak się dzieje, kiedy imperatyw pamięci historycznej sprowadzany jest do wystawiania rachunków.
I jak się okazuje, położyć tamę wystawianiu rachunków jest bardzo łatwe. Pierwszy zastępca przewodniczącego Rady Federacji Rosyjskiej Alekander Torszyn zaproponował politykom z Rosji i Polski „zamknięcie tematu Katynia” nad grobami polskich oficerów.
A dalej – 9 maja pod portretami Stalina.
Wygląda na to, że temat Katynia dopiero teraz zaczął się naprawdę.
Nie wiem, co tam się stało.
Ale wiem, że i tym razem POLSKĄ ELITĘ ZABIŁA NIENAWIŚĆ. Jak zabiła ją w 1794 roku (Powstanie Kościuszkowskie), w 1830 roku (Powstanie Listopadowe), w 1863 roku (Powstanie Styczniowe). Polską elitę zabiła nienawiść oficjalnej – i nie tylko oficjalnej – Rosji do narodów kochających wolność, mających poczucie tożsamości narodowej i znających pojęcie honoru.
|
|
Więcej…
|
|
Marek Baterowicz
|
|
Matko Solidarności pod chmury wzleciałaś
unosząc raz jeszcze serc miliony, złączone pamięcią o tych wszystkich ciałach z lasów Katynia i tych z polskiej strony
- po wojnie zabitych za marzenia o Polsce, wywiezionych do łagrów za Bugiem, rosną jeszcze wierzby i szumią topole, lecz wbito na pal nasze dusze –
- i krwawią od lat w tej powolnej śmierci, co nie jest ni śmiercią, ni istnieniem, zbudziłaś ich do życia, Matko nieugiętych. Krótko trwał nasz sen! Czołgi starły ziemię,
gdzie zstąpił Duch Święty odnowić jej oblicze… Znowu lufa z bagnetem były drogowskazem, wolność i prawa obrócono w zgliszcze - ale serca nasze stały nadal razem.
I biły mocniej od warkotu werbli grających zomowcom do boju. Szli, plamiąc śnieg z czerwieni i bieli, a ludzie bezbronni skamienieli w szlochu.
Po latach los wyroki odmienił i synów Lecha podźwignął z niewoli, lecz ciężar przeszłości – zwietrzałych kamieni – uciska dalej skronie udręczonych
Ulatując w chmury nie wiedziałaś Matko, że demon raz jeszcze sierpem nas oskrzydli, spadając na drzewa z śmiertelną pułapką - co pomyślałaś, Matko, w tej ostatniej chwili ?
http://www.youtube.com/watch?v=jWnv0ky_Klc&feature=related
|
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 2 |
|
najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...