płakałem trzy tygodnie zanim wyszło ze mnie
to wielkie gniazdo smutku siedlisko demonów
przykrywałem się kocem chowałem w łazience
różaniec krzyczał za mnie kiedy już nie mogłem
zasypiałem ściskając go mocniej niż zwykle
biegałem do kaplicy by nikt nie zobaczył
że ołówkiem nakreślił ktoś dwa małe krzyże
na mojej twarzy - w miejscach gdzie miały być oczy
dlaczego mi to robisz wołałem do Boga -
Bóg milczał jak telefon leżący na półce
a Biblia otwierała się na dziwnych słowach
których nie mogłem pojąć ale które czułem:
wypalę twoją rudę usunę twój ołów -
ten ogień płonął we mnie i wszystko przenikał
a jednak trudno było z ogniem się pogodzić:
czy po to przeżuwałem by teraz wyrzygać
czy zdanie jak miecz ostre: wypuść co złowiłeś
przeczytane w gazecie było głosem Boga -
popatrz na moje ręce - przecież wypuściłem
więc dlaczego powraca - to samo - od nowa
czy chciałbyś mi to zabrać czy jak Abrahama
posłałeś mnie na próbę do krainy Moria
czy już Tobie wystarczy ta moja ofiara
czy jeszcze coś zostało co muszę Ci oddać
oto są drwa i ogień - ale gdzie jest jagnię
kto zaniesie mój ołów na wzgórze Golgoty
czy wiosna która idzie będzie zmartwychwstaniem
czy zbliżają się święta Wielkiego Powrotu
czuję to całym sobą - a może się łudzę
może to resztki rudy ukryte przed ogniem -
to co mi pozostało - ten niewielki smutek
gdy zbudzony nad ranem modlę się o słońce

Pola
|
najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...