Zeszyty „Relaxu”, czyli peerelowskiego magazynu z komiksami, wystartowały z hukiem w czerwcu 1976 r. od razu łącząc przyjemne, czyli kulturę masową wzorowaną na imperialistyczno-burżuazyjnej, z pożytecznym, tj. sowiecką indoktrynacją. Jedną z pierwszych historyjek opowiadanych dzieciom i młodzieży w pilotażowym, sygnalnym zeszycie, była opowieść o dzielnych wysłannikach nieba, a ściślej spadochroniarzach (polskich i – jakżeby inaczej – rosyjskich) siejących wywiadowczo-dywersyjny postrach we wrześniu 1944 r. na Pomorzu. Żołnierze ludowi musieli się od razu zmagać z ciemnotą polskiego chłopa (który, słysząc łomot na dachu, Jezusa Nazareńskiego zaraz wzywał), ale byli wyrozumiali.

Niemcy, jak to zwykle bywa w takich historyjkach, z jednej strony „szybko się zorientowali, że mają do czynienia ze świetnie wyszkoloną grupą spadochroniarzy”, z drugiej, nie wiedzieli, skąd, dla kogo i co nadaje przeklęta dywersyjna radiostacja. Nic dziwnego więc, że musieli się posiłkować rozmaitymi polakożercami, jak Helmut M.
Rozmaite Helmuty jednak nie były tak sprytne jak porucznik ludowego wojska, jak widać. Polsko-rosyjski oddział strzelał do Niemców, jak do kaczek.


I torował drogę wschodniemu frontowi.
Pominę może historię o czechosłowackim ruchu oporu (czeskiego grafika Karola Saudeka), choć kreska była naprawdę niezła...
a krew lała się strumieniami...

bo w końcu interesują nas polscy autorzy i ich wkład w walkę o pokój. Ta zaś, jak wiemy z historii, w latach 70. toczyła się ze wzmożoną siłą na gorącej ziemi afrykańskiej, czyli np. w Angoli („Relax” 3 z lutego 1977 r.), która dzięki żołnierzom ludowej armii po prostu wyzwoliła się spod portugalskiego panowania. Mamy zresztą na mapce poglądowej w dolnej części pierwszej strony komiksu pokazane, o co chodziło z tą Angolą w grudniu 1975 r., kiedy ludowi bojownicy, jak kpt. Arturo, nie myśleli jeszcze o orderach.

Sytuacja oddziału kpt. Arturo była beznadziejna. Resztki amunicji, okrążenie przez oddziały Unita (co to za oddziały?, jeden diabeł wie, ale na pewno złe skoro okrążyły ludowych bojowników), sawanna. Kiepsko. Jakby tego zaś było mało, akcję zmierzającą do sprowadzenia pomocy, także diabli biorą.
Nasi bojownicy nie tracą jednak bojowego ducha i nawet w sytuacji skrajnie beznadziejnej są w stanie przygotować kontratak, wykorzystując naturalne atrybuty sawanny.

Jechać pod ostrzałem i za ścianą ognia? Takie m.in. akcje urządzało ludowe wojsko Angoli. Na takich zatem bojców nie było siły.

Choć rzecz jasna, wróg stawiał jakiś opór.

No ale domyślamy się, że się musiało im udać – zdobyli broń, sprzęt, jadą na pomoc, tylko niestety kpt. Arturo dostaje się jakaś zbłąkana kulka (skąd my to znamy?).
Autorzy jednak przenoszą nas w czasie i miejscu do świata imperializmu, skąd rekrutują się wrogowie wolnej Angoli, czyli najemnicy. Jak parszywe są to typy niech wystarczy ich poniższa prezentacja.

Najemnicy zdrowo popili, a potem ruszyli do Angoli, by „naznosić czarnuchów” burżujom. W tym kontekście nagła śmierć kpt. Arturo, gdy jego ludzie wiozą amunicję do okrążonego oddziału, nabiera znaczenia symbolicznego. I ten wyrazisty kontrast – świetnie wyszkolone najduchy imperializmu, a z drugiej strony liczący ostatnie naboje dzielni bojownicy z ludowej armii Angoli. Tak się to nie może skończyć.

I co? Bojcy strzelili do min, a najemnicy sądzili, że artyleria wali. „Walczyć to nie znaczy umierać”, powiada słusznie jeden z ludowych żołnierzy Angoli, choć ich los wisi na włosku, jak widzimy. Na szczęście pomoc się nadchodzi w chwili ostatecznej.

Mimo przeważających sił, mimo o wiele lepszego sprzętu, mimo wsparcia burżuazyjnego świata, najduchy giną w trawach sawanny, brocząc imperialistyczną krwią. Przyjechali mordować za pieniądze i zginęli przed pierwszą wypłatą.
W magazynie „Relax” pokazani są nam też prawdziwi bohaterowie walk wyzwoleńczych w Angoli.

Eh, komu to przeszkadzało, psiakrew. Dziś zostają tylko wspomnienia. Ale wrócimy do „Relax-ów”, wrócimy, oczywiście, dyskretnie ocierając łzy.
Free Your Mind
najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...