Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 1052379
Dzielnica Krytyków
Zapiski na marginesie, czyli o Baczyńskim, pięknie i tęsknocie
Wiktor   
I.

To było dawniej niż pudełka od cygar

i atlantyda o ludziach dalszych niż tajemnica,

gdy na szerokich ławicach wieczór barczysty jak sztygar

trzymał w zębach szczerbatą fajkę księżyca.

Powoli chodziły zwierzęta niebieskie jak światło planet,

poczęte w komórkach pleśni rozgrzanych jak gwiazdy,

i pterodaktylus

w kropli zachodu jak w bursztynie zastygł.

Świat ciosany był z grubsza - potęgą znany.

Łatwo chodziło się po szorstkich skrzypach.

Pod paprociami tysiąclecia jak odpoczynek.

Wśród energii gwiazd - każda jak niewypał -

nosić na ramionach mądrość wielkiego milczenia

i świat włochaty jak kokos,

jak któryś tam dzień stworzenia.

 

Odessa1

Georgij Safronow

Baczyński pisał o potrzebie istnienia paproci. Pod paprociami tysiąclecia... Nawet nie wspominając o ich kwiatach i poszukiwaniu nieosiągalnego. To osiągalne rzeczy same w sobie budzą niepokój. Gdyby pogadać z Herbertem, drogę do metafizyki wskaże przez nazywanie świata po imieniu. Przez studium przedmiotu. Przez świat natury. Więc niby twórczość z odległych biegunów... a jednak...

Źródło piękna u Baczyńskiego to niepokój istnienia, wołanie świata zwierząt i rzeczy. Studiowanie rytmu języka, melodia fraz... I tajemnica Istnienia Człowieka: w kontraście piękna i jego braku. Mądrości, którą się nosi w ramionach (a więc jak matka dziecko przytula...).

Gdyby tego Baczyńskiego zaśpiewać, okaże się, że to niezmierzone potencjały muzyki zamkniętej w naturalnym żywiole języka, gdzieś tylko genialnie dotkniętych poetyką. Czytam i czekam na kontrapunkt...

Wśród energii gwiazd - każda jak niewypał. To jest właśnie wers o potencjale. O potencjale wykorzystanym, bo jedna z tych gwiazd wybuchnie i stanie się przyczyną zamiany tego archaicznego świata w bursztynowy zachód, po którym my...

Wiersz ciosany z grubsza, na pierwszy rzut oka, a uroda pierwocin poezji pojawia się w szorstkości, powolnym poruszaniu się pierwotnych istot, niebieskich (niesamowita dwuznaczność określenia, prawda? kolor czy niebiańskość?)... Pojawia się niby spodziewanie, a jednak nosi w sobie znamiona odkrywczej świeżości. Baczyński to świat poezji samej w sobie, obrazów kolorowych i czarnych jednocześnie, żywiołowe pragnienie życia naznaczone piętnem śmierci, zachwyt stworzeniem przyćmiony pożogą. Podobny trochę do Jesienina piszącego o czarnym człowieku... W świecie wysubtelnionych odcieni semantycznych szept atawistycznego lęku...

Nie chce mi się wierzyć, że tyle wierszy może powstać przez niecałe 20 lat... 15 lat? 10? Ile w tym krótkim życiu było pisania? Ile patrzenia?

Ile umierania?

II.

Piękno jest na to, żeby zachwycało. To stara prawda.

Wyobraźmy sobie trzymany w dłoni kwiat. Delikatne płatki kryją feerie koloru, zwielokrotnioną kroplami rosy, która osiada rankiem i wieczorem, promieniami słońca i księżyca. Uroda kwiatów zamknięta jest w ich płatkach. Odkrywać tajemnice ich piękna znaczyłoby odchylać płatki, odrywać je od łodygi. Cóż na końcu? Czym różnić będzie się kwiat od zwykłej gałęzi... pozbawiony płatków, traci tajemnice piękna, razi nagością.

Piękno jest wtedy, kiedy chcemy zdobywać się na wysiłek myślenia, mobilizować się do twórczego działania, kiedy szanujemy wspólnotę serca i dłoni (jak chce Wojtyła). Kiedy patrzymy na płatki kwiatów i spokojnie dojrzewamy do tajemnic, jakie w sobie kryją, nie ingerując w ich kształty.

Pozostaje pytanie: dlaczego różnimy się tak bardzo, kiedy określamy, co konkretnie ma być piękne? Jedni wybiorą jakieś przymioty substancji, inni powiedzą, że piękny jest już sam fakt istnienia. To piękne - być... Ktoś dopowie: albo być, albo mieć... Czy zawładnięcie pięknem nie zniszczy jego subtelnej struktury? Czy da się piękno kupić, nabyć (nawet nie za pieniądze, czy da się nabyć piękno za jakiekolwiek inne wartości...)?

W trójce prawda-dobro-piękno ta ostatnia wartość jest zwieńczeniem szlachetnych dążeń. Jeśli żyjesz prawdziwie i to co robisz, jest słuszne, żyjesz pięknie. To piękno jest wtedy jasnością czoła, spokojem spojrzenia, łagodnością uśmiechu. Kiedy robisz źle, oczy wbijają się w ziemię, a usta wykrzywia grymas złości lub drwiny.

O piękno trzeba dbać. Mawia się, że nie ma brzydkich ludzi, są tylko tacy, którzy nie dbają o siebie. Dbać o wnętrze i o to, co zewnętrzne, zgodnie z własnym pomysłem na życie, w granicach wolności, która kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka (z Tischnera, oczywiście).

Z drugiej strony: de gustibus non est disputandum, zatem dlaczego w ogóle poświęcać pisanie kategorii piękna?

Choćby po to, by nie zapominać o sprawie smaku (witaj, Herbercie), aby nie błądzić, nie tracić czasu na przebywanie wśród brzydoty, wśród braku... po drugie, by nie rozmieniać szlachetnej idei piękna na drobne, kłócąc się o rzeczy ładne, mniej ładne, kształtne i mniej harmonijnie zbudowane. To jest rzecz gustu. To jest jednostkowa sprawa, który Mały Książę jaką różę sobie z całego ogrodu wybierze... a potem będzie jej wierny na wieczność, na każdą wśród gwiazd wędrówkę. To jest piękno.

Anioł o tym wie. Nie odziera róży z płatków. Okrywa ją ciepłem sumienia.

Piękno zachwyca do pracy, by się zmartwychwstało. Nie można piękna zatrzymać na tym, co widzialne, dotykalne, sprawdzalne zmysłami.

III.

Pojęcie z języka portugalskiego saudade oznacza uczucie, jakie ogarniało dawno temu żeglarzy wyruszających na nieznane morskie szlaki, kiedy wiedzieli, że powrotna droga do domu będzie długa. A czasem nawet, że jej nie będzie. Tę samą saudade czuły pozostawione na brzegu najbliższe im osoby. Tęsknotę, która kazała wymyślić melancholijne fado.

Tęsknimy i to jest dla mnie wymiar dążenia do tego, co w człowieku zapowiedzią doskonałości. Gdybyśmy nie tęsknili, zwyczajnie nie chciałoby się nam podejmować codziennych wyzwań, nawet takich, które zapewniają poczucie bezpieczeństwa. Tęsknimy i dlatego chcemy, żeby nasze „teraz" zapracowało na przyzwoite „jutro".

Ale, jak mawiała Mała Tereska, na to żeby kochać mam dzień dzisiejszy jedynie. Pewnie dlatego trzeba godzić tęsknotę za doskonałym z poczuciem niedoskonałości teraźniejszości. Choć, kto wie jak wyglądałoby udoskonalanie świata przez człowieka. Ile byłoby w nim prawdziwego i słusznego decydowania o wszystkich, a ile egoizmu...

Historia nie raz już weryfikowała takie chęci ulepszania. Czyli poprawiać możemy pewnie tylko samych siebie. Choć i to trudne bywa. Poczucie wspólnoty... Tak, łatwo ją poczuć na wspólnym gruncie, np. zawodowym lub tych samych wartości... Kiedy na przykład w to samo się wierzy, albo do tego samego dąży. Inaczej się czuje wspólnotę z odległym cudzym nieszczęściem, inaczej się przeżywa napisany przed kilkoma setkami lat poemat. Ale to ciągle wspólnota. Dlatego Grecja wymyśliła sobie eros, agape, philię, łacina dodała caritas i amor benevolentiae, etc., etc. Nazywając tę ciągłą dążność człowieka do zastępowania potrzeby pierwszeństwa w załatwianiu własnych interesów na rzecz spełniania oczekiwań drugiego człowieka. Choćby to wymagało wyrzeczeń.