Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 1052358
Dzielnica Publicystów
Wielka cisza. Poszukiwanie Boga w poezji Zbigniewa Herberta
Szymon Babuchowski   

W dramacie Rekonstrukcja poety Zbigniew Herbert wkłada w usta Homera następujące słowa:

tylko w wielkiej ciszy

można wyczuć

puls twego istnienia

nieustanny i znikliwy

jak fala światła

pociągający

jak wszystko czego nie ma

składam ci hołd

dotykając ciała

twej nieobecności[1].

Modlitwa do kogoś, o kim sądzimy, że go nie ma? Osobliwe zjawisko. Składanie hołdu komuś takiemu? Jeszcze dziwniejsze. Chyba że przyjmiemy, że to wiersz mistyczny. W końcu mistyka zawsze opiera się na paradoksie. Co zatem wyraża oksymoron „ciało nieobecności"? Czy rzeczywiście nieistnienie adresata owej dziwnej modlitwy? Wszak chwilę wcześniej mówi Homer: „można wyczuć/ puls twego istnienia". Może więc trudność w wychwyceniu owego pulsu będzie wewnętrznym problemem podmiotu lirycznego?

KaNo1

KaNo

 

Gdzie jest ten głos

Bohaterowie poezji Herberta bardzo często zastanawiają się nad przyczynami zakłóceń w kontakcie między człowiekiem a Bogiem. Świat powinien być tekstem mówiącym o Stwórcy, ale ów tekst pozostaje niezrozumiały:

albo świat jest niemy

albo jestem głuchy

ale być może

obaj jesteśmy

napiętnowani kalectwem

- czytamy w wierszu Głos[2]. Podmiot tego i wielu innych utworów nie wie, gdzie leży źródło nieporozumienia. Nieustannie jednak poszukuje „tego głosu":

Idę nad morze

aby usłyszeć ten głos (...)

gdzie jest ten głos.

Więcej…
 
Komunizm, jego dwójmyślenie, jego sprzymierzeńcy, wrogowie i pożyteczni idioci.
Rolex   

Zacznę od Salonu24, który nas od niedawna gości. Po pierwsze wypada wyrazić radość, że gości; trudno wskazać na dwie inne inicjatywy, które uzupełniałyby się nie zabierając sobie jednocześnie ani centymetra rynku. Po drugie Salon pp. Jankego i Krawczyka ma niesamowitą zaletę w postaci możliwości obcowania i wymiany komunikatów z osobami, z którymi w inny sposób nie weszlibyśmy w intelektualną interakcję, skoro z zasady nie chodzimy na wykłady Magdaleny Środy, nie bywamy na Foksal ani na Czerskiej, nie fascynują nas wizyty w klubach dla gejów, nawet jeśli miałyby mieć formę safari. Dodatkowo większość z nas unika towarzystwa erotomanów-gawędziarzy; estetyka lewicy z jakichś powodów w tym nurcie publicystyki plebejskiej znajduje masę inspiracji.

Prześledzenie meandrów myślenia post- (bądź proto-komunistów), ich formacji intelektualno-duchowej jest istotne, bo o ile w poprzednim zamieszczonym w POLIS MPC eseju odniosłem się sceptycznie do zastosowania jakiejkolwiek formy fizycznego oporu wobec komunizmu biorąc pod uwagę dzisiejsze uwarunkowania geopolityczno-wewnętrzne, o tyle z ideami (w zasadzie: z propagandą) walczyć należy zawsze, wszędzie i obficie. Tylko w ten sposób zapracujemy na ostateczne zwycięstwo rozumu nad barbarzyńskim zabobonem.

KrzysztofMazur1

Krzysztof Mazur

W tym miejscu należy dokonać zasadniczego rozróżnienia, pamiętając o zaleceniu Akwinanty, by wiele przyjmować, niewiele odrzucać, a przede wszystkim właśnie: rozróżniać. A musimy dokonać rozróżnienia na: komunistów, lewicowych sympatyków komunistów, lewicę socjalną, etatystów, statolatorów (i innych heretyków religijnych). Powinniśmy również pamiętać, że antykomunizm nie jest ideologią, w związku z tym pomiędzy antykomunistami występowała będzie naturalna różnorodność stanowisk wobec sposobów rozwiązywania różnych zagadnień praktycznych, wyzwań dnia codziennego, etc...

Antykomunizm jest naturalnym odruchem obronnym napadniętego. To działanie w obronie koniecznej i w stanie wyższej konieczności. Jest tak, bo komunizm, o czym pisałem w poprzednich odcinkach cyklu, jest czystym bandytyzmem, choć na etapie pozyskiwania zwolenników posługiwał się udającym filozofię prymitywnym materializmem dla uwiedzenia niepiśmiennych mas i tych spośród piśmiennych, u których wykształcenie nie szło w parze albo z wrodzoną inteligencją, albo inteligencji wrodzonej nie towarzyszyło sumienie. Przedostatni przypadek kwalifikował w miarę upływu czasu i postępu na drodze ku osiągnięciu celu na zawartość dołu z wapnem, ostatni na członka plutonu egzekucyjnego).

Więcej…
 
Żyć bez prawdy
Free Your Mind   

[w ramach cyklu: Antykomunizm dzisiaj]


1. Mechanika nowej demokracji

Jest w „Roku 1984" piękna, bo prorocza i zarazem przejmująca scena, gdy Wielki Brat, wystawiając dłoń ze schowanym kciukiem, pyta Winstona, ile widzi palców. Przesłuchanie odbywa się oczywiście w Ministerstwie Miłości:

„- Ile palców widzisz?

- Cztery.

- A jeśli Partia powie, że jest ich pięć, to ile będziesz widział wtedy?

- Cztery. (...)"

Po jakimś czasie, jak wiemy, sytuacja się nieco zmienia:

„- Ile palców, Winston?

- Pięć! Pięć! Pięć!

- Nie, Winston, nic z tego. Kłamiesz. Wciąż wydaje ci się, że widzisz cztery. Słucham, ile palców?

- Cztery! Pięć! Cztery! Ile chcecie! Tylko błagam, wyłączcie tę machinę! (...)"

I wreszcie dochodzimy do sedna:

„- Ile palców trzymam teraz w górze, Winston?

- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Drugi raz nie przeżyję takiego bólu! Cztery, pięć, sześć, przysięgam, nie wiem!

- Już lepiej - pochwalił O'Brien."[1]

 

KaNo1

KaNo

Orwell w tych kilku fabularnych krokach pokazuje, na czym polega istota komunizmu i ultralewicowego myślenia. W komunizmie nie chodzi o prawdę, chodzi wyłącznie o wypracowanie u ludzi bezwzględnego posłuszeństwa. Ono nawet nie musi być szczere - ba, ono nawet nie powinno być szczere! Ludzie mogą pozostawać w stanie „dwójmyślenia" i im bardziej będą odczuwać wewnętrzną szamotaninę z powodu upokorzeń związanych z koniecznością podporządkowania się kłamstwu i przemocy, tym lepiej, gdyż ich agresja będzie się kierować przeciwko nim samym. „Jakiż jestem słaby, żałosny, nędzny, głupi, beznadziejny, że nie potrafiłem tej sytuacji zapobiec i że nie potrafię z tej sytuacji znaleźć wyjścia" - to niemal idealny stan świadomości dla obywatela superpaństwa komunistycznego z punktu widzenia politbiura i Bezpieki. Nie jest to zwykłe państwo, ponieważ domaga się absolutnego posłuszeństwa nawet w stosunku do ewidentnego kłamstwa i co więcej, ponieważ wnika w świadomość każdego zamieszkującego to superpaństwo obywatela, dokonując jej opresji i zazwyczaj pieriekowki.

Więcej…
 
Oblatywacz lokomotyw
coryllus   

Przy budowie Kolei Transandyjskiej pracowali wspólnie ludzie różnych ras i zawodów. Podkłady układali Chińczycy, liny nad przepaściami przerzucali Indianie. Marynarze wszystkich narodowości opuszczali się na linach w głąb skalnych rozpadlin, a całą budową kierował polski inżynier, który zaczynał swoją karierę jako projektant urządzeń hydrotechnicznych.

Inżynier Malinowski to człowiek czynu, co przebił Andy i przeleciał ponad niemi, wśród obłoków na lokomotywie... - donosiła gazeta „Engineering" sprzed ponad stu lat. Zanim do tego doszło, Ernest Malinowski musiał przezwyciężyć tysiące przeszkód biurokratycznych i politycznych, znacznie trudniejszych do pokonania niż budowa 80-metrowego wiaduktu nad wąwozem Verrugas.

KaNo

KaNo

Zanim Malinowski rozpoczął budowę kolei przez Andy, miał ambitniejsze plany. Chciał połączyć oba brzegi oceanów, obmywających Amerykę Południową, za pomocą linii komunikacyjnej, która składałaby się z kolei i linii żeglugowej zaczynającej się na górnej Amazonce, a kończącej u ujścia tej rzeki. Projekt storpedowały konsorcja angielskie, które realizowały wówczas większość kolejowych projektów w Peru. By jednak nie zniechęcić Malinowskiego, władze zleciły inżynierowi kilka mniejszych projektów, m.in. budowę linii z Cuzco do Puno, wiodącej prawie w całości przez Andy. Na budowę Kolei Transandyjskiej musiał jeszcze poczekać...

Więcej…
 
Pani Filozof i Pan Cogito. Dąmbska a Herbert
RadioBotswana   

Herbertowski wiersz „Potęga smaku" jest opatrzony dedykacją „Pani Profesor Izydorze Dąmbskiej", rozwiniętą przez poetę podczas nagrywania wierszy dla Radia Kraków: „Wspaniałemu filozofowi, która była przykładem męstwa, nieugiętości i wierności i którą bardzo kochałem, ten wierszyk poświęcam, który, zdaje się, podobał się, co jest dla mnie najwyższą zapłatą."[i]

 

Wiadomo, że wiersz i dedykacja rzeczywiście wzruszyły Dąmbską. Utożsamiała się z jego przesłaniem.[ii] Wiersz mówi o odrzuceniu udziału w tworzeniu komunistycznej kultury, o odmowie prowadzenia z nią dialogu, przez osoby przywiązane do osiągnięć cywilizacji zachodniej, żyjące jej głębią, subtelnością. Komuniści wnosili do Polski obcy jej świat dyktatury brutalnych prostaków, którego osoby o wysokiej kulturze nie mogły przyjąć bez hańbiącej nieuczciwości, zdrady, zaparcia się własnych form życia duchowego. Tylko dzięki polityce siły i, z drugiej strony, uległości środowisk twórczych oraz stratom wojennym mogła owa dyktatura być obecna w obiegu polskiego życia kulturalnego.

 

Dąmbska była organicznie niezdolna do kompromisu z niszczycielami polskiej kultury. W latach pięćdziesiątych stała się prawdopodobnie dla młodego poety wzorem takiej nieugiętej postawy, a nie tylko nauczycielem filozofii na organizowanym w jej mieszkaniu prywatnym seminarium. „Potęga smaku" wraz z jej dedykacją można odczytywać jako składaną po latach relację ucznia ze swej drogi życiowej, na której nie porzucił otrzymanego światła, ale którą przeszedł własnymi, literackimi ścieżkami.

 

Odmowa poety była jednak nieco inna niż filozofa. Błędem byłoby potraktowanie wiersza jako przyczynku do biografii czy jako portretu Dąmbskiej - jako filozof nie skupiała się ona bowiem na estetyce, lecz badaniach teorio-poznawczych i metodologicznych. Słowa „To wcale nie wymagało wielkiego charakteru" brzmią zgoła przekornie, gdy się wie, jak bardzo podziwiano charakter Dąmbskiej, w zasadzie już od czasów jej młodości. Gdybyśmy mieli umieścić tę poetycką wypowiedź w scenerii olimpijskiej, to byłaby chyba głosem Apolla skierowanym do Ateny.[iii]

Więcej…
 
JEST DOBRZE… TO ZNACZY ŹLE… ZNACZY DOBRZE
toyah   
Byłem wczoraj na wizycie. I, jak to bywa na niektórych wizytach, jednym okiem łypałem na stale włączony telewizor i w pewnej chwili zauważyłem, że red. Piasecki rozmawia z Jadwigą Staniszkis. Chciałem bardzo usłyszeć, cóż ciekawego prof. Staniszkis może mieć do powiedzenia na temat kursu, jaki obrał projekt, z którym ona wiązała takie nadzieje, ale głośne rozmowy i delikatny smak alkoholu zagłuszyły jej słowa i pozostałem w niewiedzy. Wróciłem do domu jeszcze przed północą i sprytnie włączyłem telewizor, żeby jednak wysłuchać wywiadu, którego było mi jednak mocno żal, i co za niespodzianka! Zmarł Marek Edelman. A że w związku z tym smutnym wydarzeniem, TVN24 przełączył się na nastrój żałobny, zamiast Jadwigi Staniszkis, dostaliśmy archiwalne refleksje dr Edelmana o głupich i podłych Polaczkach. Trudno. Jest jak jest, nie ma co się irytować. Trzeba dalej żyć i dawać świadectwo. A więc proszę bardzo.

 

PiotrPigonSG3

Piotr Pigoń

 

Żeby uczcić śmierć człowieka wielkiego, zacznę właśnie od niego. Nie tak dawno temu, bo zaledwie w zeszłym roku, Marek Edelman udzielił wywiadu gazecie Fakty i Mity (to ci od Grzegorza Piotrowskiego) i powiedział co następuje:

A czy Episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie był postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale przecież widział w tym interes. Jednocześnie zawierał daleko idące umowy z komunistami, choćby po to, żeby w jak najlepszej kondycji przetrwać. Proszę zwrócić uwagę, że tam, gdzie cokolwiek zagrażało jego imieniu, wycofywał się. Kościół w Polsce zawsze współpracował z państwem. Nawet w jego najohydniejszym wydaniu..." http://www.rp.pl/artykul/103133.html. Tam jest jeszcze dużo innych, ciekawych kąsków, ale w obliczu śmierci, muszę zachować umiar.

Więcej…
 
Postulaty ekonomii solidarności wobec ustroju gospodarczego
Andrzej Madej   

W celu skutecznego wykorzystania narzędzi, powstałych dzięki rewolucji komunikacyjnej, do uefektywnienia gospodarowania1, koniecznym jest:

(i) uzupełnienie zasad prywatnej i publicznej działalności gospodarczej,

(ii) powstanie nowych instytucji obrotu gospodarczego,

(iii) ustanowienie nowych instytucji i mechanizmów nadzoru nad skomercjalizowanymi sferami stosunków społecznych.

Dla zapewnienia skuteczności wprowadzania postulowanych reform ustrojowych w zakresie obrotu gospodarczego oraz finansów publicznych, celowym będzie odwołanie się do doświadczenia państw, które pozostawiały jednostki z najbliższymi im wspólnotami w relacji pomocniczości. Zasób takich doświadczeń, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, daje czterowiekowa historia Rzeczypospolitej Polskiej, później Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

KaNo01

KaNo

Zasadnym jest zatem również:

(iv) wykorzystanie dobrych i złych doświadczeń z samorządowego podejmowania współodpowiedzialności za sprawy publiczne w dawnej Rzeczypospolitej, dla identyfikacji źródeł motywacji osób współtworzących zrzeszenia działające dla dobra wspólnego.

Więcej…
 
O wielkości Sienkiewicza raz jeszcze
coryllus   

Na przykładzie odbioru dzieł największego polskiego pisarza widać dokładnie, jak sterowni i pozbawieni możliwości samodzielnego osądu są ludzie aspirujący do miana inteligencji. Najczęstszym zarzutem stawianym Sienkiewiczowi jest to, że postaci przez niego kreowane są schematyczne i papierowe. Nie wiem, czym ludzie wydający takie opinie czytają książki Henryka Sienkiewicza, ale na pewno nie oczami i głową. Żeby bowiem zrozumieć na czym polega wielkość tej prozy, trzeba przyjrzeć się z bliska postaciom właśnie i to w dodatku nie postaciom pierwszoplanowym, ale tym, które stoją za nimi i tym, ustawionym przez pisarza w półcieniu lub w mroku prawie.

O głównych bohaterach trylogii napisano już wiele, spróbujmy więc zerknąć na tych, którzy stoją „z tyłu". Jest ich bardzo wielu i tworzą prawdziwy tłum, można by rzec, że to bohaterowie drugiego planu „zaludniają" trylogię, to dzięki nim powieści te są plastyczne, dynamiczne i przemawiające do wyobraźni.

Postaci te możemy podzielić na pozytywne i negatywne. Zacznijmy od końca, czyli od powieści „Pan Wołodyjowski" i ulubionego bohatera autora niniejszego tekstu: Adama Nowowiejskiego. Jest z początku pan Adam wesołym młodzieńcem, wykazującym nadzwyczajne zdolności wojskowe i ciut mniejsze zdolności w zakresie zabawiania dam. To pogodny chłopak z dobrego domu, który o życiu nie wie nic lub prawie nic. Ma ochotę się ożenić, ale chyba niezbyt silną, bo każde wezwanie do służby wita z radością i chętnie rusza na wojnę. Poznajemy go w dworku Ketlinga, kiedy to niezręcznie próbuje się oświadczyć Basi Jeziorkowskiej, późniejszej żonie pułkownika Wołodyjowskiego. Początkowo nic nie wskazuje na to, że będzie Adam Nowowiejski jedną z najtragiczniejszych postaci w całym cyklu.

KrzysztofMazur

Krzysztof Mazur

- „Gil przyleciał" - oznajmiła panna Basia towarzystwu zgromadzonemu w ketlingowym dworku, kiedy po raz pierwszy zobaczyła pana Adama jak stoi w progu, przystrojony w czerwony żupan. Ów gil wyleciał wkrótce na Dzikie Pola i tam wsławił się w walkach i podchodach.

Był także Adam Nowowiejski człowiekiem obdarzonym wielką siłą, z której jednak korzystał nadzwyczaj oszczędnie i jakoś tak poczciwie. Był młodym buntownikiem, bo uciekł przecież ojcu i preceptorom, kiedy posłano go do szkół. Był człowiekiem przyjaznym ludziom i, jak na kresowego żołnierza, stanowczo zbyt ufnym. Jego znajomość z Azją nie nosi cech wrogości, Adam Nowowiejski ma pewnie nawet nadzieję, że Tatar ożeni się z jego siostrą. Zgodą i opiniami starego Nowowiejskiego jego syn przejmuje się mało, wszak już raz je zlekceważył i nic się nie stało. Upokorzenie Azji traktuje lekko, sam doznał z ojcowskiej ręki tylu upokorzeń, że chyba nawet nie rozumie, jak można się o to boczyć. A już na pewno nie rozumie młody pan Nowowiejski aspiracji Tuhajbejowicza.

Więcej…
 
Taki dizajn
Unukalhai   

Jakieś dziwne reminiscencje mnie naszły ostatnio. Przypomniała mi się bowiem piosenka zespołu KLAN, która wykonywana była przez Marka Ałaszewskiego prawie już 40 lat temu.

Piosenka zaczynała się tak: Automaty liczą, liczą, liczą, liczą cały czas. Automaty liczą na człowieka, w refrenie początek tekstu był natomiast taki: My nie wiemy nic. My wolimy śnić. W ramach owej reminiscencji wykombinowałem, że gdyby w początkowym zdaniu tekstu dokonać nieznacznej zmiany słówka na na słówko dla, tekst piosenki nabrałby wprost porażającej aktualności. Dalsze skojarzenia wiązały się ściśle z brzmieniem słowa automaty. Że jednak stanowią one, co by nie mówić, symbol postępu. I to pomimo tego, iż ich działanie jest schematyczne. Nie tak jak np. u ludzi. Natychmiast za określeniem schemat przyplątała się kolejna koincydencja znaczeń. Nic w zasadzie dziwnego, bo przecież automaty i schematy to słowa do rymu. Ale może nie wyłącznie do rymu.

Trochę teoretyzując, pokuszę się o rozpatrzenie dwóch modelowych schematów, które, niewykluczone, że będą miały jakiś styk z rzeczywistością. Kluczowym elementem tej rzeczywistości jest, według obecnie obowiązującej wersji ustawy o grach losowych, brak górnego limitu wygranych oraz limitu wymiany żetonów na automatach do gry.

Ale na czym miałby polegać powab (teoretyczny, rzecz jasna) schematu numer jeden? Wyobraźmy sobie, że otrzymaliśmy koncesję na prowadzenie zakładów wzajemnych w postaci użytkowania automatów do gier hazardowych. Dla uproszczenia przyjmijmy, że rozpatrujemy salon, który jest wyposażony w 40 automatów pieniężnych. Muszą one być zarejestrowane i objęte rygorem tzw. homologacji. To coś podobnego do zarejestrowanie samochodu: skutkuje zewidencjonowaniem numeru silnika i wmontowaniem tachografu. Tym samym obrót rejestrowany przez „tachografy" może być skonfrontowany z elektroniczną ewidencją kasową wpłat i wypłat (obrotów) w kasach fiskalnych w salonie. Od zarejestrowanego dochodu opłacamy podatek, a pieniądze „zarobione" na grze w automaty możemy inwestować w inne działania gospodarcze.

Dajmy na to, że inwestujemy ich część w zorganizowanie przemytu narkotyków albo inne rentowne rodzaje kontrabandy, jak: przemyt dzieł sztuki, broni, leków, spirytusu, papierosów, podrabianych kosmetyków i podrabianej markowej odzieży oraz akcesoriów do niej, używek dla sportowców, organów do przeszczepów, kradzionych samochodów i elektroniki oraz szeregu innych, mających pewny zbyt, artykułów. I wyobrażając sobie dalej przyjmijmy, że z jakiejś operacji przemytu przeprowadzonej za pomocą paru TIR-ów, dostaliśmy walizkę zielonych wizytówek prezydenta George'a Washingtona o ekwiwalencie 500.000 USD. Przecież nie udamy się z nią do najbliższego banku, aby je wpłacić na nasze konto prywatne albo rachunek legalnie działającego baru sushi, zarejestrowanego na członka rodziny, w którym roczne obroty sięgają co najwyżej 10.000 USD. Możemy natomiast przegrać całkowicie legalnie wymienioną sumę w kasynie (oczywiście jeszcze bezpieczniej w sieci kasyn, jedno kasyno podaję dla uproszczenia, bo po to właśnie posługuję się schematem, aby było prościej opisać) i w tym właśnie celu przynosimy rzeczoną walizkę do naszego salonu. Dla zwiększenia nieco realizmu schematu przyjmijmy też, że towarzyszy nam co najmniej dwóch „wspólników", choćby dla obstawy. Wymieniamy w licznych kantorach po drodze do salonu wspomniane wizytówki z prezydentem Washingtonem na PLN. Na drzwiach salonu wywieszamy tabliczkę „awaria zasilania", uprzednio przepraszając i wypraszając z niego przypadkowych gości, następnie drzwi zamykamy na klucz i razem z obsługą przepuszczamy ekwiwalent walizki na owych czterdziestu automatach. Po niedługim czasie „awaria" zostaje usunięta i kasyno może znowu pełnić funkcję oazy dla nałogowców. Czy wygramy, czy przegramy, nie ma znaczenia, bo wygrane pieniądze idą do walizki, a przegrane stanowią legalny dochód kasyna. Zawartość walizki została wyprana, naliczony podatek jest uiszczony i możemy udać się na powrót do kantorów, aby przeprowadzić odwrotną operację wymiany PLN np. na wizytówki z Washingtonem, albo jakieś inne, równie popularne, wizytówki.

Więcej…