|
W 70. rocznicę wybuchu II wojny można odnieść wrażenie, że Polska stała się jakimś wielkim pośmiewiskiem na arenie światowej. Obchody zostały jawnie zlekceważone nie tylko przez Wielką Brytanię i Francję, na których pomoc liczyliśmy we wrześniu 1939 r., ale i przez Stany Zjednoczone, które z kolei po wyborze B. Obamy na prezydenta przestały zauważać nasz kraj na mapie Europy, rozpoczynając taniec św. Wita wokół Moskwy. Czy może być gorzej? Oczywiście że może, oto przecież przybywa na tenże dzień ze swoją świtą premier W. Putin i ląduje w sopockim Grand Hotelu, zaś polski rząd kwiczy z radości.
Przypomnijmy sobie kapitalną scenę w poselstwie w Argentynie, gdzie głównego bohatera, portretowanego przez W. Gombrowicza w Trans-Atlantyku, rzucają los i wyrzuty sumienia (http://www.youtube.com/watch?v=LJLDN9Chz5Q). „Jaśniewielmożny poseł-minister", który na wstępie chce dać jałmużnę klęczącemu u jego stóp obywatelowi, to figura, której cienie znaleźlibyśmy bez wątpienia w gabinetach ministerialnych, departamentach i innych znakomicie wyposażonych biurach wielu urzędów państwowych w Polsce AD 2009, a przecież gombrowiczowski obraz wydaje się dziś taki archaiczny. Okazuje się bowiem, że to potworne indyczenie się polskich polityków, to jakaś przekazywana z pokolenie na pokolenie (zwłaszcza przez dekady rządów „proletariatu") scheda, pozwalająca zachowywać znakomite samopoczucie nawet w chwilach, gdy wszystko już jest stracone.
Zaraz zaraz, ale może jeszcze wszystko przed nami, a nie za nami? Może III RP to wciąż państwo na dorobku, może jeszcze chwila a „nie-zagranica" naprawdę zagranicą dla Kremla się stanie, a kura skrzydła rozwinie i latać jednak jak ptica zacznie - wbrew temu, co szyderczo mawiali sowieciarze? No ale przecież to już dwadzieścia lat zleciało na montażu nowego państwa i nie wygląda na to, byśmy wyszli poza fazę nieustających debat roboli na budowie, którzy wykopali dół pod wylanie fundamentów, czekają na przywóz betonu, siedząc sobie na brzegu wykopu, niemalże jak bohaterowie Płatonowa, i popijając piwko. I oto, w sytuacji, gdy w Niemczech coraz głośniej i śmielej rewiduje się historię, a w Rosji zaczyna się jej zdeformowaną wersję powtarzać wedle najlepszych sowieckich wzorców, polscy politycy zaczynają wytrzeszczać zdumione oczy („geopolityka wokół Polski się wali", powiada w jednym z wywiadów J. Rokita (http://www.rp.pl/artykul/355528.html)), bo wydawało im się, że po „obaleniu komunizmu" nastanie „happy świat", a niezwykła elastyczność polskiej dyplomacji zostanie przez wszystkich doceniona. Sen się skończył? Impreza się skończyła? Tylko, kto przespał te 20 lat i kto imprezował, udając, że na serio rządzi naszym krajem, a w istocie nie załatwiając żadnych poważnych spraw?
Kwestie te drążone są w paru tekstach w bieżącej, powakacyjnej odsłonie Miasta Pana Cogito (Rolexa, TLMaxwella oraz niżej podpisanego buca), oprócz tychże zagadnień jednak pojawiają się sprawy współczesnych zagrożeń kulturowych (Maria T., unukalhai), relacji między religią a polityką (Bronisław Bartusiak i jeszcze taki jeden cep), a także publikowane są obszerne prace wykopaliskowe dotyczące filatelistyki komunistycznej (strzalka) oraz - jakże aktualnego - cyklu komiksowego Podziemny front, oczywiście z polskim podziemiem z okresu II wojny mającego tyle wspólnego, co PPR z polskim interesem narodowym. Na tym jednak nie koniec - w zupełnie odmienne miejsca i czasy zabiera nas w swoim świetnym reportażu Walentina T. wraz z KaNo, w kosmos ponownie porywa nas unukalhai, tylko Foxx ciągnie nas w mroki roztaczane przez ludzi walczących z chrystianizmem. Noblog natomiast odtwarza świat brytyjskiego pisarza J. Ballarda.
Na ochłodę w tej odsłonie publikujemy jeszcze więcej niż poprzednio tekstów poetyckich - Andrzeja Dąbrówki, ks. Jerzego Szymika, Szymona Babuchowskiego i WiKata. Lato wprawdzie za nami, lecz nie powinniśmy popadać w jesienną nostalgię, nawet, jeśli zaczynamy przeżywać jakieś ponure deja vu, właśnie w obliczu kolejnego wspomnienia września '39.
Sursum corda!
PS. Wszystkich zainteresowanych współpracą z POLIS MPC prosimy o kontakt na:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Georgij Safronow |
najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...